Bractwo Czarnego Sztyletu Forum PBF - RPG

Bractwo Czarnego Sztyletu
 
IndeksIndeks  PortalPortal  Partnerzy  FAQFAQ  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Okolice klubu

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Sob Sty 01, 2011 7:59 pm

Angelica stuknęła Ciana w ramię i powiedziała, żeby weszli do baru. Cian stał przez chwile niezdecydowany, i zaintrygowany całą sytuacją. Z jednej strony chciał wejść do środa i napić się w końcu whiskey, a z drugiej strony, gdy przed oczami stawał mu obraz porwanej, to coś go ciągnęło do tego by zostać w zaułku.
Chłopie daj, se spokój. Dopiero tu przyjechałeś, a już chcesz się pakować w kłopoty. Wymyślał sobie w duchu Cian.
- No cóż skoro wam nie jestem potrzebny, to idę na drinka. W razie czego możecie mnie znaleźć w środku- powiedział Cian i udał się w ślad za blondynką.

/Zero Sum/Sala z barem/
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Sob Sty 01, 2011 9:16 pm

/Sypialnia Z./

Samiec zmaterializował się natychmiast po skończeniu rozmowy. Skrzywił się, podchodząc do Wielebnego i samicy. Nie zdziwił go jego widok w tym miejscu, w końcu to jego lokal. Samiec wcale nie czuł się na siłach aby komukolwiek pomagać. Był spragniony i wkurwiony - dość niebezpieczna mieszanka, gdy w pobliżu nie było Furiatha, który uspokoiłby bliźniaka. Nawet Hollywood by wystarczył - jeden cios w mordę i każdy zacząłby się zastanawiać nad swoim zachowaniem.
W tej chwili mógłbym pić krew, a potem wróciłbym do Belli, gdyby pewien idiota nie uznał, że ja jestem rozwiązaniem jego problemów. To Thor powinien się tym teraz zajmować.
Podchodząc do pary rozglądnął się po zaułku. Trochę krwi, rozdeptane ślady na chodniku i nic więcej.
Przynajmniej wampir dał żyły porwanej.
- Szukam Mordha, może kojarzysz? - zapytał zatrzymując się przed Wielebnym. Kobietę zignorował. Nic do niej nie miał, po prostu była samicą, która nie była Bellą.
Samiec miał szczęście, że spotkał go w tym miejscu. Kto jak kto, ale on pomoże Zbihrowi znaleźć brata Belli. Samiec zwymyślał siebie za to, że nigdy nie zaciekawił się jego wyglądem.

...


[You must be registered and logged in to see this image.]
Powrót do góry Go down
Mordh

avatar

Partner : Lamia

PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Sob Sty 01, 2011 10:16 pm

- To ja Zbihrze. To ja cię wezwałem. I to ja nazywam się Mordh. Myślałem ze wiesz. -odpowiedział nieco zaskocziny.
- Czyżby ta głupia ksywka przykleiła się do mnie na zawsze? -burknał sam do siebie.
Z nie wyglądał na szcześliwego z powodu faktu ze go wezwaliśmy.
- Jesteś sam? Nie żebym narzekał, mnie to nawet odpowiada. -powiedzial bez namyslu.
To było trochę dziwne tylko on tu przybył, a może nikomu nic nie powiedział, zresztą...to teraz nieważne.
Mordh wierzył że Zbihr jest wojownikiem który da sobie radę w każdej sytuacji.
- Porwana nazywa się Katt, emm... jest moją kelnerką, nie potrafi się dematerializować a jak widać niestety nie dotarła do pracy. -powiedział ukrywając swoje uczucia i strach o znajomą mu samicę.
Wymienił porozumiewawcze spojrzenia z Xhex. ona już wiedziała że Mordh osobiście pofatyguję się po Katarę.
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Sob Sty 01, 2011 10:27 pm

Wielebny Mordhem? Ta rodzinka zaczynała być coraz ciekawsza. Samica, która ignoruje "nie" i diler dragów.
- Wiesz, że już prawdopodobnie nie żyje? Mało komu udaje się zbiec - spytał z niezbyt miłym uśmiechem. Chociaż skoro samiec dał jej się dokrwić to raczej by to poczuł. - Albo brakuje jej pewnych części ciała. Ale skoro tak bardzo ci na tym zależy... - wzruszył ramionami. To nie była jego sprawa. Skoro został wezwany i poproszony o pomoc przez brata Belli to nie mógł odmówić. Miałby też przesrane u Ghroma. Choć ten pierwszy powód był ważniejszy.
Jezu, dlaczego to musiało trafić na mnie? To nie z tą częścią rodzeństwa chciałbym się teraz spotkać.
- Gdzie teraz się znajduje?
Nie musieli tracić czasu na gadanie. Im szybciej odnajdą zmasakrowane zwłoki to tym szybciej się dokrwi. Samo pojawienie się tutaj zabrało zbyt dużo energii.
Zachował swoje cięte uwagi dla siebie. W końcu i tak mieliby to gdzieś, gdyby zaczął się uskarżać. A zresztą, nie sądził by to cokolwiek dało.

...


[You must be registered and logged in to see this image.]
Powrót do góry Go down
Mordh

avatar

Partner : Lamia

PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Sob Sty 01, 2011 10:41 pm

- Jeszcze nie wiem, nie chciałem wyruszać bez wsparcia ale jak tylko zdematerializuje się na miejscu to odrazu zadzwonie. Poczekaj zaraz zadzwonie.
Zdjął swoje futro i podał je Xhex. Bez pytania zabral jej jeden z jej pistoletów i włożył go do kieszeni. Xhex normalnie zaczęła by krzyczeć by kupił sobie wlasną broń ale zapewne słowa Z sprawiły że zrozumiała że nie ma czasu na szukanie gnata w gabinecie Zero Sum.
- Zycz nam szczęścia xhex. -powiedział i zniknął.
M skoncentrowal się. Szukał w myślach obrazoów Katt próbując wyobrazić sobie że jest blisko niej. Po kilku sekundach był już w innym miejscu. Stanął na nogach przed starym budynkiem. Zdziwił się że odnalezienie jej przyszło mu tak łatwo. Już wiedział że jest teraz kilkanaście metrów od Katt.
// kwatera Pana X < Tereny Zielone //
Powrót do góry Go down
Xhex

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Sob Sty 01, 2011 10:56 pm

- Jesteś idiotą.
Mruknęła za znikającym Mordhem. Kurwa, czy to pieprzone futro nie może mniej ważyć?! Bo istotnie jej przeszkadzało.
Swoją drogą, Mordh mógł w końcu zaopatrzyć się w broń. Zwłaszcze, że bez własnego browninga czuła się jak bez ręki.
Z cichym westchnięciem przeniosła wzrok na poharatanego członka bractwa. Cóż, powiedzmy sobie szczerze, wyglądał na cholernie popieprzonego skurwysyna. Chociaż, ona tez na normalną nie wyglądała.
- Nie idziesz za nim?
Mruknęła wystarczająco głośno by samiec ją usłyszał. Mordhowi zapewne przydałaby się pomoc.
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Sob Sty 01, 2011 10:58 pm

I zniknął od tak sobie. Sukinsyn zostawił go w tyle i to kompletnie samego. Chyba, że ktoś policzy stojącą w ciszy samicę jako towarzystwo. Chociaż Z. nie spojrzał nawet w jej kierunku. Jak dla niego to został sam. Oddalił się trochę od miejsca w którym stał i podszedł do murku. Oparł się o niego i przymknął oczy. Czekał na telefon.
Kurwa, niech to się szybciej kończy.
Czuł, że dłuższa wyprawa wyciśnie z niego wszystkie siły, które już teraz były na wyczerpaniu. Mógłby pokonać kilku reduktorów ale z większą liczbą nie ma szans. Samiec nie zamierzał poddać się bez walki. Będzie ciął dopóki nie odetną mu głowy. Ale wzija śmierci nie była tak przyjemna jak kiedyś. Od razu po niej przed oczami ujrzał Bellę. Nie mógł sobie pozwolić na zdechnięcie. Obiecał jej, że wróci, dlatego musi dotrzymać słowa.
Wyczuwał, że już niedługo będzie miała chcączke. Liczyła się każda godzina.
Cholera, co się stanie jak to się zacznie a mnie tam nie będzie?
Nie znał odpowiedzi na to pytanie, ale wiedział, że Furiath dostanie wpierdol jeśli znajdzie brata w swojej sypialni.
Otworzył oczy, nie mogąc dłużej ignorować samicy. Skoro angażowała się w ratunek to mógł dać jej większe prawa niż innym.
- Gdybym wiedział gdzie jest to nie stałbym tutaj z tobą.
Jak na zawołanie rozległ się dźwięk przychodzącej wiadomości. Z. w duchu kazał się Mordhowi wypchać. Ale z drugiej strony, czy komukolwiek wspomina o analfabetyzmie? Samiec rzucił komórkę Xhex, a ta zgrabnie go złapała. Ze zdziwieniem, nie rozumiejąc po co oddaje jej telefon, ale jednak złapała.
- Możesz mi to przeczytać? - spytał, czując jak resztki godności i honoru odpływają razem ze ściekami. Gdy samica przeczytała wiadomość, zdematerializował się dziękując cicho.

/Kwatera reduktora/

...


[You must be registered and logged in to see this image.]
Powrót do góry Go down
Alessia

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Sob Sty 08, 2011 5:18 pm

//Początek
Alessia szybkim krokiem szła przed siebie. Nie lubiła takich miejsc, ale niestety - cel uświęca środki. Potrzebowała pracy, a nocny klub był jedynym miejsce, w którym mogła ją otrzymać. Nie raz już pracowała jako kelnerka czy tancerka. Poza tym gdzie indziej mogła szukać pracy na nocną zmianę? Nie mogła pokazać się w dzień - to byłoby samobójstwo. A ona musiała żyć. Nie mogła przecież zostawić Eleny samej.
Spojrzała na swoją czteroletnią córkę. Musiała żyć dla niej - nie mogła przecież zostawić jej samej. Skąd miała mieć pewność, że mała trafi pod dobrą opiekę i to na dodatek pod opiekę wampirów, które będą potrafiły pomóc jej bezpiecznie przejść przez przemianę, gdy nadejdzie już ten czas. Ona miała to szczęście, ale nie chciała takiego losu dla Eleny. Na pewno nie. Wolała sama się nią opiekować. Zwłaszcza po tym jak musiała o nią walczyć.
To przede wszystkim z powodu małej nie cierpiała przebywać w takich miejscach. Skąd miała mieć pewność, że nagle ktoś jej nie zaatakuje? Śliczna samica o idealniej figurze i czarnych włosach nie mogła pozostać niezauważona. Niestety, defekt bycia wampirem. Ale już jako człowiek była urodziwa i nic nie mogła na to poradzić. Cieszyła się jednak, że mogła te geny przekazać córce.
Zaczęła się zastanawiać czy to uroda jest przyczyną jej wszystkich problemów. Wyszła za mąż, bo spodobała się temu cholernego samcowi, a jej przybrani rodzice bardzo ją jemu oddali. Musiała przyznać, że na początku było doskonale, tak. Ale kiedy zaszła w ciąże... Cóż, widziała z jakim obrzydzeniem On patrzył na jej wzdęty brzuch. Bo nie była już idealna. Nie była taka jak wcześniej...
Przykre wspomnienia. Odrzuciła je od siebie, nadal obserwując córkę. Były w Caldwell po raz pierwszy i nie wiedziała czego się może spodziewać. Poza tym okolice klubów z natury mogą być niebezpieczne. A wiedziała też, że w tym mieście roi się od reduktorów. Wolała nie myśleć o tym co zrobi, kiedy którykolwiek z nich się na nie zaczai, zaatakuje je... Ona to nic, mogli ją złapać, ale Elena? Nie miała wątpliwości co do tego, że nie będą mieli oporów przed zabiciem dziecka. Co z tego, że mała była człowiekiem, jeżeli w przyszłości miała stać się wampirem?
Powrót do góry Go down
Luke

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Sob Sty 08, 2011 5:43 pm

Kiedy tylko zapadł zmierzch Luk wybrał się na łowy. Nudziło mu się bardzo. Nie miał jeszcze znajomych w tym mieście. Postanowił więc zmienić ten fakt. Szedł ośnieżonymi ulicami i obserwował miasto. Zmierzał na klubu o nazwie Zero Sum. Nie miał ochoty kolejnego wieczoru poświęcać na majsterkowanie przy samochodzie. Młody wampir wszedł właśnie w ciemną uliczkę. Szedł powoli w swoim długim czarnym płaszczu. Gdyby teraz zobaczył go jakiś inny wampir mógł by go wziąć za reduktora. Faktycznie jego wygląd mógł być mylący. Kiedy skręcił w zaułek , który był skrótem. Idąc tą ciemna drogą dostrzegł kobietę z dzieckiem. Była to wampirzyca. Jednak nie był w stanie stwierdzić czy towarzyszce jej młode również należy do jego gatunku. Przyjrzał się jej bardzo uważnie. Uderzyło go to jak taka młoda piękna osoba może wędrować sama taką drogą. No możne nie do końca sama bo z dzieckiem. Stanowiła idealny cel dla reduktora.
Czy ona nie zdaje sobie sprawy z tego na jakie niebezpieczeństwo wystawia siebie i to młode.
Pomyślał Luk. Znowu się włączył u niego instynkt opiekuna. Miał tak czasem. Nigdy nie wiedział kiedy może się to pojawić. No ale co tam. Przyspieszył nieco kroku. Chciał dogonić tą samicę. Po chwili zbliżył się nieco do niej. Wziął głęboki oddech i powiedział.
- Nie jest całkiem rozsądne samem iść taką drogą.
Powrót do góry Go down
Alessia

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Sob Sty 08, 2011 6:02 pm

Wyczuła, że nie jest sama. Nie potrafiła jednak stwierdzić kto jest w pobliżu - mógł być to człowiek, wampir, albo - o Pani Kronik! - nawet reduktor. I każdy z nim mógł mieć złe zamiary. Szczerze mówiąc to wątpiła by ktokolwiek przebywający w takiej okolicy był ostoją spokoju i dobroci. Ona była zwykle wyjątkiem, wiedziała to z doświadczenia.
Machinalnie przyśpieszyła kroku. Łatwo zrównała się z Eleną i lekko wzięła ją na ręce. Może i miała teraz mniejszą możliwość obrony, ale chrzanić to; musiała jedynie mieć pewność, że jej mała jest bezpieczna. Poza tym była nikim w porównaniu z reduktorem, na pewno na nic byłaby jej obrona. A jeśli był to ktoś inny... Cóż, zawsze mogła wbić mu obcas w stopę bądź kopnąć go w głowę. Cokolwiek. Była dobrze rozciągnięta, w końcu tańczyła od dziecka.
Usłyszała za sobą szybkie kroki. Ktoś chyba chciał się z nią zrównać, ale postanowiła na to nie reagować. Tak, będzie szła przed siebie, udając, że nic nie słyszy. Nie mogła okazać, że się boi. Tego nauczyło ją doświadczenie - nigdy nie okazuj strachu, nie prowokuj...
Nie jest całkiem rozsądne samem iść taką drogą.
Podskoczyła jak oparzona, słysząc za sobą męski głos. Odwróciła się gwałtownie i zmartwiałą - przed nią stał wysoki mężczyzna w czarnym płaszczu. Sparaliżował ją strach.
Reduktor..., to było jej pierwsze skojarzenie. Jej ciało rwało się do ucieczki. Była tancerką, lekką i szybką. Może byłaby w stanie uciec... Nawet z lekkim obciążeniem w postaci Eleny. Może...
Ale zaraz... Przyjrzała mu się dokładniej i omalże odetchnęła z ulgą. To był wampir. Jeden z jej pobratymców. I najwidoczniej nie miał złych zamiarów. Pewnie był jej po prostu ciekaw. Nie dziwiła się - samotna samica z młodym w takiej okolicy. Tak, to nie był typowy widok....
- Owszem - zgodziła się. Uznała, że powinna się odezwać, zamiast jedynie stać i patrzyć się na niego rozszerzonymi oczyma. Już i tak wyszła na idiotkę. - Ale czasami trzeba - dodała. Tak, ona musiała. Potrzebowała pracy z wiadomych powodów. Konkretnie pewnej istotki na jej rękach.
Powrót do góry Go down
Luke

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Sob Sty 08, 2011 6:16 pm

Luk nie wytrzymał i uśmiechnął się półgębkiem. Spojrzał na przerażona samice. Wiedział doskonale czemu tak zareagowała na jego widok. Mógł się tego przecież spodziewać. Jak cie ktoś zaczepia w ciemnym zaułku i do tego wygląda jak reduktor co można sobie pomyśleć. Zazwyczaj tak wampiry reagowały na jego widok. Przez te lata zdążył się do tego przyzwyczaić.
- Nie musisz się mnie obawiać nie mam złych zamiarów. -Stwierdził po chwili. Kiedy samica się odezwała wysłuchał jej wypowiedzi.
- Tak trzeba. Jednak czy warto aż tak ryzykować? -Zapytał i po chwili znów spojrzał na młode. Wampirzyca trzymała małą dziewczynkę na rękach. Przyjrzał się jej uważnie tak jak wcześniej dorosłej kobiecie. Cały czas się uśmiechał. Miał dzisiaj dobry humor. Odruchowo poprawił kołnierz od płaszcza. Nagle przypomniała mu się bardzo istotna sprawa. Mianowicie przedstawienie się. Od małego wpajano mu jak ważna jest kultura. Uśmiechnął się nieco szerzej i przedstawił się.
- O przepraszam gdzie moje maniery. Nazywam się Luk Marvell.
Powrót do góry Go down
Alessia

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Sob Sty 08, 2011 6:31 pm

Musiała przyznać, ze wampir był dość wyjątkowy. Ze swoją postawą i strojem wyglądał groźnie, nawet tajemniczo, ale uśmiech goszczący na jego twarzy na pewno nie należał do szaleńca. Poza tym Alessia czułą, że nie ma wobec niej złych zamiarów. Rozluźniła się nieco, ale nadal pozostawała czujna. Instynkt matki dawał o sobie znać, a i dystans do obcych z jej strony był już normą.
- Nie wiem. Może i nie. Tak czy inaczej jestem tutaj po raz pierwszy - usprawiedliwiła się. Nie wiedziała o mieście zbyt wiele; jedynie na co powinna uważać, że gdzieś w okolicy rzekomo znajduje się siedziba tego słynnego Bractwa Czarnego Sztyletu. Wiedziała też, że stąd pochodzi, choć ostatni raz była tu jako niemowlę, a takowe zwykle nie jest w stanie zapamiętać co działo się dookoła niego.
Poprawiła ułożenie Eleny, która nieco osunęła jej się w ramionach. Mała z zainteresowaniem wpatrywała się w wampira, w przeciwieństwie do Alessi nie okazując strachu, a jedynie uprzejme zainteresowanie tym co dzieje się dookoła niej. Ali czasami zazdrościła córce beztroski, ale cóż - któraś z nich musiała być realistką i to na nią, jako matkę, spadł ten obowiązek. Nie mogła się rozpraszać, musiała być ostrożna, bo konsekwencje jej błędów miały być odczuwalne również dla Eleny. Ta świadomość była przytłaczająca, ale - niestety - prawdziwa.
- Alessia. Alessia Evans - przedstawiła się, kiedy obcy wampir uczynił to samo. Sama nigdy nie zaczęłaby znajomości. Była zbyt ostrożna i zrażona przykrościami z przeszłości. Zwłaszcza wobec samców. - A to jest Elena - uzupełniała by przerwać ciszę. Nie czuła się pewnie w towarzystwie obcych.
Cóż, miała pewność, że jest bezpieczna. Wampir nie chciał jej skrzywdzić, ale taka już była i już. Zamknięta na nowe znajomości samotniczka. Zwykle dużo czasu mijało nim komukolwiek zaufała.
- Trochę się śpieszymy... - rzekła powoli.
Była to delikatna sugestia, która miała jej się pozwolić uwolnić od dalszej rozmowy. Czułaby się pewniej w bardziej publicznym miejscu.
Powrót do góry Go down
Luke

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Sob Sty 08, 2011 7:03 pm

- Miło mi was obie poznać. -Powiedział kiedy wampirzyca przedstawiła siebie i zapewne swoją córkę. Luk uśmiechnął się do dziewczynki po czym spojrzał na wampirzyce.
- W takim razie nie zabierać ci już więcej czas. Jednak staraj się na przyszłość unikać takich miejsc. Wiesz nigdy nie wiadomo kogo można spotkać. -Dodał spokojnie. Nie dziwiła go jej reakcja. Wyminął swoje rozmówczynie po czym uśmiechnął się jeszcze raz do nich.
- To do zobaczenia. -Pożegnał się i pomachał na dowiedzenia Elenie. Poprawił płaszcz i ruszył do wejścia Zero Sum. Idąc do drzwi nasłuchiwał czy przypadkiem pozostawiona matka z dzieckiem nie mają kłopotów. Ile to trzeba było aby reduktor zaatakował. Kiedy doszedł do drzwi nasisnął klamkę która łatwo ustąpiła. Zniknął za nimi.
z/t
Powrót do góry Go down
Alessia

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Sro Sty 12, 2011 4:39 pm

Odetchnęła z ulgą kiedy wampir nie robił problemów, usiłując na siłę towarzyszyć jej i małej. Zdecydowanie bardziej preferowała samotność, poza tym nie ufała nowym znajomościom. Na jej zaufanie trzeba było sobie na prawdę ciężko zasłużyć, bowiem nie dopuszczała do siebie jakichś przypadkowych znajomych. Jej życie, choć śmiało można rzec, że krótkie, nauczyło ją wystarczająco wiele by miała powody do obaw. Poza tym, hej!, była w Caldwell, które na pewno nie figurowało na liście najbezpieczniejszych dla wampirów (i nie tylko) miejsc. Ale czy na prawdę trzeba się dziwić, że tak gdzie leżała siedziba Bractwa Czarnego Sztyletu, roiło się od reduktorów?
Nie powinnam była tu przyjeżdżać, pomyślała w wahaniem. Może powinna była darować sobie próby poznawania własnej przeszłości i osiąść z córką w jakimś przyjaznym im miejscu. Powinna była znaleźć stałą pracę, która nie wymagałaby ciągania Eleny po nocnych klubach i innych tak niebezpiecznych miejscach. Tak, jej córka zasłużyła na coś więcej. Ale Alessia w tej chwili nie potrafiła jej tego zapewnić. Dawała małej wszystko co na czas obecny mogła. Musiało to na razie wystarczyć.
Wtedy dopiero zauważyła gdzie zmierza samiec, którego dopiero co poznała. Niemalże zaklęła. Jego celem był "Zero Sum", klub nocny w którym liczyła dowiedzieć się czy przypadkiem nie szukają kogoś do pracy. Cóż, trudno. I tak tam pójdzie. Jakiś wampir nie sprawi, że zmieni decyzję. Z resztą praktycznie się nie znali i chyba dała mu jasno do zrozumienia, że ma jej nie zagadywać. Nie szukała znajomości.
Tym razem nie stawiała Eleny na ziemię, by mogła poruszać się samodzielnie. Po tym jak Luke na nią naskoczył, jej czujność zdwoiła się. Zwłaszcza po tym jak pomyślała, że ma przed sobą reduktora i poczuła jak wielkie zagrożenie może na nie obie czyhać. Na nie obie, bo jej córka była prawie że wampirem i choć do przemiany zostało jej ponad dwadzieścia lat, nie znaczyło wcale, że zostanie jakkolwiek ułaskawiona. Wampirze dziecko to wampirze dziecko, koniec, kropka.
Z westchnieniem ruszyła w stronę baru przyśpieszonym krokiem. Wolała jak najszybciej znaleźć się w budynku, wśród ludzi (i nie tylko), gdzie prawdopodobieństwo ataku było o wiele mniejsze. Zwłaszcza jeśli zachowa ostrożność. Tak, załatwi to po co przyszła i nie będzie rzucać się w oczy.
//Zero Sum, Sala z Barem
Powrót do góry Go down
Tohrtur

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Czw Sty 13, 2011 5:42 pm

Opierając się o brudną ścianę, siedział włóczęga. Na głowie miał czapkę, naciągniętą aż na oczy. które i tak były zasłonięte ciemnymi, czarnymi okularami.
Samiec przedstawiał sobą żałosny widok.
Nikt go nie zaczepiał, ale nie dziwił się ludziom. Dalsi znajomi w życiu by go teraz nie poznali, a bliżsi... tych unikał jak ognia. Przynosili złe wspomnienia, a on sam nie był w stanie tego teraz znieść. Współczujące spojrzenia i poklepywanie po ramieniu - po to na pewno nie wróci. Zarządzanie Bractwem i ośrodkiem szkoleniowym? Po śmierci Wellsie wszystko przestało się dla niego liczyć.
- Wellsie - powiedział bezgłośne. Zamierzał wyszeptać jej imię, ale za każdym razem gdy o niej pomyślał, coś ściskało go w gardle a w sercu poczuł mocne ukłucie, jakby ktoś nadział go na pal.
Więc siedział pod murem, jak najgorszy z meneli i pił whisky, którą udało mu się kupić zanim ochrona wyrzuciła go z baru. Zapewne sądzili, że już i tak zbyt wiele wypił, ale Tohrowi wciąż było zbyt mało.
Nie był wystarczająco pijany by wrócić do ciemnego pokoju, który ostatnio znalazł.
Powrót do góry Go down
Angelica

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Czw Sty 13, 2011 5:51 pm

Zaraz po tym jak Angelica się trochę wstawiła w barze wszyła po za jego mury. Miała przeczucie żeby jak na razie nie wracać do Xhex. Wyszła więc na śnieg. Wiedziała że musi być ostrożna idą tą drogą. Przecież niedawno grasował tu reduktor. Angel odgarnęła swoje blond włosy do tyłu.
Ciekawe jak poszło Cianowi na rozmowie o prace... Pomyślała. Wampirzyca nie rozglądała się za bardzo na boki. Nie chciało jej się. Szła więc spokojnym krokiem.
Powrót do góry Go down
Tohrtur

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Czw Sty 13, 2011 6:07 pm

Jak prosto byłoby tu zasnąć, pomyślał z rozgoryczeniem, wystarczy odpłynąć, a poranne promienie słońca zbudzą mnie, spalając na wiór. Skończyłbym to wszystko raz na zawsze.
Tohr wiedział jednak, że nie zdobędzie się na samobójstwo. Było w tym czynie zbyt wiele tchórzostwa, by mógł się zabić z czystym sumieniem. Nawet jeśli śmierć przybliży go do Wellsie. Jeśli Pani Kronik tak postanowi, to jego dzień nadejdzie. Samiec zamknął oczy, a przyjemne opary alkoholu zasnuły mgłą jego umysł. Do uśpionej świadomości wampira, dotarł cichy stukot. Stuk, stuk, stuk... Odgłos idealnie wpasował się w rytm ulicy, brzmiąc jak cicha kołysanka.
Wampir już prawie zasypiał, gdy obudził go gwałtowny wstrząs. Jęknął cicho, wydając pierwszy odgłos odkąd wyszedł z baru. Gardło bolało jak diabli, ale gwałtowna zmiana pozycji z siedzącej na leżącą był ważniejszym problemem. Tohr podniósł powieki, a jego oczom ukazała się blond włosa samica, która przed chwilą jak gdyby nigdy nic wlazła na niego, potykając się. Teraz leżała pół metra dalej, nogami dalej zahaczając o jego tułów. Gwałtownie strząsł z siebie nogi, odsuwając się dalej od ich właścicielki.
Nie powiedział nic, tylko wpatrywał się szafirowymi oczami w samicę zbyt zaskoczony całym zajściem, czekając na jej reakcję.
Powrót do góry Go down
Angelica

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Czw Sty 13, 2011 6:17 pm

- Ej co jest kurwa.. -Powiedziała Angelica podnosząc się. Otrzepała zimny śnieg ze swojego ciała. Spojrzała na sprawce tego wypadku,
- Nie masz nic innego do roboty jak wchodzenie mi pod nogi? -Zapytała się samca na którego chyba niechcący weszła. Spojrzała mu w oczy i próbowała wyczytać co sobie pomyślał.
No zajebiście. Jakim prawem on mi na drodze leżał? No przecież nie od tego jest ulica?! Przecież tak nie można. Prowadziła w myśli wymianę zdani. Świdrowała go swoimi zimnymi oczami. Samiec był wyraźnie pod wpływem alkoholu.
No w sumie lepszy on niż reduktor. Dodała w myśli.


Ostatnio zmieniony przez Angelica dnia Czw Sty 13, 2011 6:32 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Tohrtur

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Czw Sty 13, 2011 6:30 pm

Samica nie zawiodła jego oczekiwań i porządnie wkurzona zaczęła mu zwymyślać.
- Nie - odchrząknął, gdy jego głos zabrzmiał zbyt ochryple, by mógł zostać zrozumianym i spróbował jeszcze raz, starannie dobierając słowa. Gwałtowna pobudka trochę otrzeźwiła jego umysł, ale nadal z trudem przychodziło mu wysławianie się. - Nie mam nic do roboty. W każdym razie nic ciekawszego od picia whisky pod murem.
Na wzmiankę o alkoholu powędrował wzrokiem do butelki, ale szkło rozbiło się o chodnik i w tej chwili ostatnie krople znikały w śniegu. Wyglądało na to, że na dzisiaj picie się skończyło, więc Tohr podniósł się ze śniegu. I chociaż garbił się, a z brudnym płaszczem przedstawiał raczej żałosny widok, to jednak z łatwością górował nad samicą.
- Chyba nie sądzisz, że przeproszę cię za to, że na mnie wpadłaś?
Podczas szamotaniny samcowi spadły okulary, więc teraz schylił się po nie, wyciągając ze śniegu. Strzepnął z nich kilka płatków śniegu i schował do kieszeni. Powinien się cieszyć, że nie znał samicy, nie mogła go rozpoznać.
Powrót do góry Go down
Angelica

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Czw Sty 13, 2011 6:42 pm

Po chwili Angelica nieco ochłonęła.
- No dobra może to ja na ciebie wpadłam. -Powiedziała odgarniając włosy. Ich końcówki były zmoczone od śniegu. Jeszcze raz poprawiła ubranie. Nie czuła strachu do samca mimo iż był od niej o wiele większy. Odważnie spojrzała mu w twarz. Angel zdała sobie sprawę że stłukła sobie nadgarstek. Pokręciła nim trochę na boki.
- Sorry. -Powiedziała po chwili z niechęcią. Jak by nie spojrzeć jakaś tam kulturę to ona miała. Przyjrzała mu się uważnie. Wyglądał jak żul. Ale czemu wampir jest w tak fatalnym stanie? Przecież znała sporo wampirów i w życiu nie wiedziała takiego obrazka. No ale czemu tu się dziwić. Przecież ona też mieszkała na ulicy. Ale jakoś zawsze dawała sobie radę. Nigdy nie topiła smutku w alkoholu.
- Chyba jestem ci winna butelkę Whiskey. -Stwierdziła patrząc na rozbite szkło.
Powrót do góry Go down
Tohrtur

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Czw Sty 13, 2011 6:54 pm

Pociągnął nosem, starając się rozszyfrować uczucia wampirzycy, ale jedyne co do niego dotarło to własny smród przepoconego ubrania. Kiedy ostatni raz się przebierał? Gdy się nad tym dogłębnie zastanowił, to musiał przyznać, że przez cały czas nosił to samo ubranie. Zmiana ciuchów nie wydawała się taka ważna, gdy stracił Wellsie. A ile dni minęło od jego tułaczki? Tego to już nie wiedział.
- Może? - prychnąłby, gdyby nie docenił częściowego przyznania się do winy. Samica nie wyglądała na taką, która przeprasza. - Boli cię ręka? - zapytał, odczuwając odrobinę poczucia winy. Nie zrobił jednak nic by pomóc blondynce z ręką, chociaż sam mógł poradzić sobie z większymi ranami. W bractwie każdy zajmował się sobą, tylko w najgorszych przypadkach zdając się na innych.
Wampir pochwycił spojrzenie, jakie mu rzuciła samica. Nie musiał się wysilać, by zobaczyć ją swoimi oczami. Zwykły pijaczek, błąkający się po ulicy.
- Nic mi nie jesteś winna. Właściwie to nie powinienem był tutaj pić - kłamał, ale nie potrzebował niczyjej pomocy. To znaczy, potrzebował, zdawał sobie z tego sprawę, ale nie zamierzał jej przyjmować. Nawet zadośćuczynienia. Wolał się od innych odciąć. - Kupię sobie następną.
Powrót do góry Go down
Angelica

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Czw Sty 13, 2011 7:09 pm

Angelica po chwili przestała się w niego gapić. No i dobra sprawa wyjaśniona no to z głowy. Angel ze spokojnym sumieniem może wrócić do Xhex. Kiedy już się odwróciła aby odejść przypomniało jej się coś. Jak by nie patrzeć był to jej pobratymiec należało go ostrzec.
- Nie radziła bym tu zostać. -Powiedziała tylko i ruszyła wolnym krokiem przed siebie. Nie chciała mówić dlaczego. Po prostu jakoś czuła opór do wyjawienia przyczyny. Po chwili złapała taksówkę i odjechała.
z/t
Powrót do góry Go down
Pan X

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Czw Sty 13, 2011 7:18 pm

X wrócił w to miejsce gdzie ostatnio wpadła w jego łapy wampirzyca. Zaczął węszyć po zaułku i po chwili wyczul dwa zapachy. Jeden zaczynał się już rozmazywać ale drugi był jeszcze wyczuwalny. Reduktor ruszył tropem. Po chwili dostrzegł postać wysokiego wampira. Wyglądał jak ostatnie nieszczęście. Zaczął się powoli zbliżać do swojej nowej ofiary. Już po minucie stał za swoją zdobyczą. Podniósł z ziemi deskę i jebnął nią samca tak ze ten zaćmiony opadł na kolana.
Powrót do góry Go down
Xhex

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Czw Sty 13, 2011 8:29 pm

// VIP-room


Pchnęła drzwi na zewnątrz i wzięła głęboki oddech. Zimne powietrze przesiąknięte było zapachami jej rasy. Włączając w to zapach seksu i uryny. Cudo.
Zatrzasnęła drzwi i zarzuciła na siebie ciemną skórzaną kurtkę, z wytartym już ze starości logiem Harleya Davidsona. Noc była cicha, może poza krokami jakiegoś gościa, który, sądząc po ilości króków w mniej więcej tym samym miejscu, prawdopodobnie cierpiał na nerwicę natręctw.
Lekki podmuch wiatru, zawiał od strony zaułka, przynosząc ze sobą słodko-mdły zapach zasypki dla niemowląt. Reduktor.
Momentalnie zesztywniała. I zaczęła nasłuchiwać. Do jej uszy dotarł cichy, samczy jęk. Oh, kurwa. On kogoś ma.
Przemknęło jej przez myśl i już wyciagała z kabury browninga, sprawdzając czy jest naładowany. Był.
Ruszyła w stronę z której dochodziły dźwięki.
Po chwili jej oczom ukazał się możliwie najbardziej niespodziewany widok.
Samiec leżał na ziemi, najwyraźniej mocno otumaniony, wydając z siebie głuche jęki, a nad nim pochylał się, już całkowicie spłowiały, reduktor. Ale samiec nie wyglądał na cywila, ba, był wielki jak góra, musiał być którymś z braci.
Nie mówiąc ani słowa, wycelowała w ramię reduktora. Zdążył jeszcze na nią spojrzeć, kiedy wystrzeliła.
Mimo, iż trzymała pistolet oburącz, siła wystrzału szarpnęła jej barkami. Nawet dla wampira, to była potężna broń.
Reduktorem zarzuciło na ziemię, a w jego ramieniu widniała dziura wielkości pomarańczy.
Jednak nawet to nie sprawiło iz przestał się ruszać. Szlag by to.

...


Nie wiem, co teraz powiedziałeś, ale tu u góry zabrzmiało jak 'Chcę się z tobą pieprzyć!'
[You must be registered and logged in to see this link.]
Powrót do góry Go down
Pan X

avatar


PisanieTemat: Re: Okolice klubu   Czw Sty 13, 2011 8:37 pm

Kiedy tylko ta wampirza suka do niego strzeliła reduktor wyrąbał się na ziemię. Po chwil jęków i syków podniósł się. Wiedział że nie ma za dużych szans więc wolał się wycofać. Spojrzał na wampirzyca i na wampira leżącego na ziemi. Biegiem trzymając się za bark wybiegł z zaułka. Jednak na pewno jeszcze nie raz go tutaj zobaczą.
z/t
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Okolice klubu   

Powrót do góry Go down
 
Okolice klubu
Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Bractwo Czarnego Sztyletu Forum PBF - RPG  :: Miasto :: Caldwell :: • Centrum :: Zero Sum-
Skocz do:  
Create a forum on Forumotion | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Create a blog