Bractwo Czarnego Sztyletu Forum PBF - RPG

Bractwo Czarnego Sztyletu
 
IndeksIndeks  PortalPortal  Partnerzy  FAQFAQ  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Salon

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Sob Sty 08, 2011 6:11 pm

Jeszcze chwila i nie będzie czego zatrzymywać.
Był pewien, że chwilka wystarczy, by w nią wszedł, a właśnie przed tym zamierzał się powstrzymywać.
- Jeszcze chwila - wymruczał w ślad za nią, nie protestując. Nie był aż tak szlachetny, by odsuwać się od niej w takim momencie, nie ważne jak bardzo by się do tego zmusił. Zwłaszcza, gdy wyczuwał jej podniecenie i brak jakiegokolwiek śladu oporu z jej strony.
Kurtka na wacie, nawet święty nie dałby rady! Zwłaszcza, gdy tak patrzy zamglonym od pożądania wzrokiem.
Zresztą nie zamierzał zrezygnować z czegoś, co tak chętnie mu ofiarowywała, ale natrętna myśl podpowiadała, że to wszystkie dzieje się zbyt szybko. Znów pozwalał rządzić sobą TEMU, prężącemu się z dumą i samozadowoleniem pomiędzy jego nogami. Wiedział, do czego to wszystko prowadzi. Skończy się na tym, że znowu będzie musiał do siebie dochodzić pod prysznicem, zapanowując nad TYM. Ale z drugiej strony, gdy pozwoli sprawom się toczyć, to znów będzie mógł zaspokoić Bellę. Ostatnim razem źle to rozegrał i źle zrozumiał jej zachowanie, ale w końcu dotarło do niego, że dzięki niemu była szczęśliwa.
- Jeszcze chwila - powtórzył jak mantra, która miała dodać mu sił. Dała całkowicie inny wynik, podziałało na TO jak płachta na byka.
Naparł przyrodzeniem na samicę, przeklinając materiał, który ich oddzielał. Tylko te skrawki materiału stanowiły barierę, którą musiał pokonać by w nią wtargnąć. Zbihr oderwał się od ust Belli, przenosząc się w dół. Obniżył bluzkę Belli, prawie ją z niej zrywając. Właśnie dobrał się do jej piersi i nie zamierzał się nigdzie ruszać. Wziął sutek samicy pomiędzy wargi i zaczął ssać. Jęk, który wyrwał się Belli, był dla niego jak najsłodsza muzyka. Czuł, że za chwilę wybuchnie.
- Boże, kocham gdy tak robisz - wyszeptał, patrząc Belli w oczy i powrócił do jej piersi, które stanowiły teraz dla niego większy kasek.
Kocham cię - powtórzył ponownie, choć nie mogła wyczytać tego z jego myśli.

...


Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Sob Sty 08, 2011 7:06 pm

/Biblioteka/

Beth zapukała do drzwi i odczekała chwilę po czym weszła do salonu i zatrzymała się w pół kroku, w efekcie czego podążająca tuż za nią Mary wpadła na jej plecy. Oczom Beth ukazała się niezwykła scena, przez moment zastanawiała się nawet czy nie wrócić z powrotem do biblioteki. Na kanapie Zbihr i Bella oddawali się erotycznym igraszkom. Twarz Belli była zarumienia, jej oczy zasnuwała mgła pożądania, a jej ręce błądziły po torsie samca drażniąc delikatnie jego sutki. W spodniach Zbihra można było dostrzec ewidentny dowód pożądania, jakim darzył samicę, jego usta błądziły po jej piersiach, a w jego oczach malowały się czułość i troska. Beth najbardziej zdziwiło to, że te czarne przerażające oczy potrafiły patrzeć tak czule.
Ciekawe jak Ghrom by zareagował, zastając w naszym salonie taką scenę? I pani Kronik mam nadzieję, że dogadali się na dobre, i że nie trzeba będzie sięgać po bardziej drastyczne środki.
-Hmm- chrząknęła Beth usiłując zwrócić uwagę roznamiętnionej dwójki na siebie i Mary.
Pozostało to bez odpowiedzi, więc spróbowała jeszcze raz.
-Hmmm, Przepraszam was, ale czy możemy założyć, że zdołaliście dojść do porozumienia?- zapytała.
Bella i Zbihr zdali sobie nagle sprawę, że już nie są sami w salonie. I właściwie wyglądali jak gdyby ktoś wylał na nich kubeł zimnej wody. Bella zaczęła nerwowo naciągać bluzkę na biust, a Zbihr założył nogę na nogę usiłując ukryć swój wzwód.
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Sob Sty 08, 2011 7:29 pm

Zbihr właśnie skupił się na drugiej piersi samicy, gdy do jego uszu dotarł podejrzany dźwięk. Ale samiec kompletnie go zignorował, nie pozwalając niczemu im przeszkodzić. Był zdeterminowany doprowadzić wszystko do końca. Przez zmysłową mgłę pożądania, otulającą każdą myśl Z. przedarły się słowa. Nie wypowiedział ich ani samice, a tym bardziej Bella, skupiająca się na własnej przyjemności. Głos dochodził gdzieś z zewnątrz, czyli z dala od nich, gdzieś bardziej w kierunku drzwi. Samiec oderwał się gwałtownie od samicy i syknął, gdy ślady zabawy z Furiathem wywołały palący ból w plecach.
Kurwa - był zdolny tylko do takiej racjonalniej myśli, podsumowującej cały kompromitujący epizod.
W drzwiach stała Beth z chowającą się za jej plecami Mary. Wyglądała właściwie bardziej na rozbawioną niż zagniewana tym, co zastała we własnym salonie.
Przyłapana para szybko próbowała się od siebie oderwać, jednocześnie zajmując się własnym wyglądem. Zbihr próbował ukryć TO za swoimi nogami. Samiec nie zdziwiłby się, gdy w tej chwili się zaczerwienił, bo to co właśnie uczynił było niewybaczalne. I dopiero teraz, gdy dłonie i usta Belli znajdowały się wystarczająco daleko, był w stanie to zrozumieć i przełknąć gorzką prawdę. Właśnie zamierzał pieprzyć się z samicą w nie swoim salonie. Gorzej, ten salon należał do Ghroma.
- Zostanę jej samcem - powiedział, jakby przed chwilą nic dziwnego się nie działo, choć jego głos nadal był ochrypły od nagromadzonego pożądania. Unikał patrzenia Królowej w oczy, dlatego spojrzał na Bellę, która niezdarnie doprowadzała swój strój do porządku. Uśmiechnął się łagodnie, widząc jej starania i jednym ruchem ręki ułożył bluzkę na właściwe miejsce. Wziął dłoń samicy w swoją i skupił jej spojrzenie na sobie. - Zostanę twoim samcem - powtórzył, ale to zdanie tym razem zostało skierowane do niej.
Kocham cię - jego wzrok złagodniał. Teraz mógł to powtarzać bez końca, gdy zrozumiał swoje uczucia.
Na razie wyznania w myślach mu wystarczały.
Samiec odchrząknął, w końcu patrząc na królową.
- Coś długo tam rozmawiałyście...

...


Powrót do góry Go down
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Nie Sty 09, 2011 9:18 pm

Wszystko szło cudownie. Zbihr dotykał jej piersi i drażnił sutki, biorąc je do swoich ust. Jęknęła ponownie zwłaszcza, że usłyszała, że on kocha - dosłownie kocha - kiedy tak robiła. Jej dłonie błądziły po torsie samca i było jej dobrze; podświadomie jednak czekała na moment, w którym on w nią wejdzie i staną się jednym organizmem. Pożądanie przejmowało nad nią kontrolę, nie mogła swobodnie myśleć, ale i tak dotarło do niej, że wygrała - nie przerwą tego. Jeszcze nie.
Miała wrażenie, że usłyszała jakiś dźwięk, którego nie wydało żadne z nich. Coś podpowiadało jej, że powinni teraz przerwać, ale odsunęła tę okropną myśl najdalej jak było to możliwe. Dźwięk jednak powtórzył się i tym razem towarzyszyły mu jakieś słowa, których na pewno nie wypowiedziała ani ona, ani Zbihr. Z opóźnieniem do Belli dotarło, że to...
Skołowana przeniosła wzrok na stojącą w drzwiach Beth. Tuż za nią czaiła się Mary, ale to nie było teraz ważne. Liczyło się, że właśnie zapomnieli się i to na kanapie królowej. I zostali przyłapani. Beth jednak wydawała się rozbawiona, nie zła i to nieco Bellę uspokoiło. Szybko jednak odsunęła się od Zbihra, jednocześnie usiłując umieścić bluzkę we właściwym miejscu. Musiało iść jej to na prawdę nieporadnie - palce plątały jej się, w głowie miała pustkę - że Z. zdecydował się ją w tym wyręczyć. Nie powstrzymała się od lekkiego uśmiechu, który rozjaśnił jej zaczerwienioną twarz.
Zostanę jej samcem...
Drgnęła na te słowa i spojrzała na Zbihra. Wiedziała, że się zgodził, ale wciąż trudno było jej pojąć to szczęście. Był jej, a ona była jego. W końcu. Dawał im szansę i zamierzała ją wykorzystać. Zwłaszcza, że teraz wyraźnie jak nigdy widziała jakim on darzy ją uczuciem. Kochał ją, choć nie powiedział tego na głos. Jeszcze.
I wtedy on ujął jej dłoń i powtórzył swoje oświadczenie. Tym razem skierowane do niej i tylko do niej. Jego ciepłe spojrzenie - choć zwykle te czarne oczy ziały pustką i chłodem - spoczęło na niej i mówiło więcej niż słowa. Kochał ją. Widziała to w jego oczach i miała nadzieję, że prędzej czy później odważy się to jej powiedzieć.
- Dziękuję... - wykrztusiła, bo coś powiedzieć jej wypadało. Nie wiedziała jednak co. - Jestem twoja - dodała szeptem tak, by tylko on usłyszał. I kocham cię..., dopowiedziała w myślach.

...


,, - Zamknij się ! - krzyknęła Elena . - Trzymaj się od tego z daleka . A skoro już o tym mowa , to pomyśl lepiej o biednej Vickie Bennet . Jak myślisz , jak ona sobie radzi ?
- Nie mam pojęcia . Nie wiem , kim jest ta Vickie . Ciągle o niej mówisz , ale ja jej nigdy nie widziałem .
- Widziałeś . Nie kręć , Damonie , cmentarz , pamiętasz ? Zrujnowany kościół ? Dziewczynę , którą zostawiłeś tam błąkającą się w koszuli nocnej ?
- Przykro mi , nie . A zwykle pamiętam dziewczyny , które zostawiam błąkające się w koszuli nocnej " .
Powrót do góry Go down
Mary
Admin
avatar

Partner : Rankohr

PisanieTemat: Re: Salon    Pon Sty 10, 2011 12:00 pm

// Biblioteka //

Mary stanęła w dzrzwiach wiedząc już że przyszły z Beth nie w porę. Uśmiechnęła się szeroko. NMajwidoczniej jej zmartwienia o Bellę były zbyteczne. Spojrzała na Beth śmiejąc się bezgłośnie. A więc jednak wszystko się ułoży. Z i Bella doprowadzali się do porządku przez chwilę. Mary złapała ze rękę Beth.
Tym razem szarooka nie popatrzyła na Zbihra z nienawiścia lecz z wyrazem twarzy który życzył mu szczęścia.
- Czy naprawde warto było wszystko utrudniać Zbuhrze? -zapytała retorycznie z miną wszechwiedzącej.
Głupek. Przezwała Brata w myślach.
- Wiesz Beth... ja chyba pójdę do siebie. Rankohr chyba już się obudził a miałam przynieść mu coś słodkiego z kuchni...
...Wiesz jaki to łakomczuch. -powiedziała wciaż się uśmiechając i podreptała do wyjścia z pokoi Beth.
// Sypialnia Rankohra i Mary //

...


I've seen it all, I've seen the dark
I've seen the brightness in one little spark.
I've seen what I chose and I've seen what I need,
And that is enough, to want more would be greed.
I've seen what I was and I know what I'll be
I've seen it all - there is no more to see!

What about China? Have you seen the Great Wall?
All walls are great, if the roof doesn't fall!


Dotykasz mnie wzrokiem, czasami robisz to tak intensywnie jakbyś robił to swoimi dłońmi.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Pon Sty 10, 2011 4:08 pm

Beth popatrzyła z rozbawieniem, w stronę kanapy gdzie Zbihr i Bella usiłowali na gwałtu rety doprowadzić się do ładu. No cóż w końcu ona i Ghrom, również niejednokrotnie oddawali się rozmaitym igraszkom na tym meblu.
Na oświadczenie Zbihra, że zostanie opiekunem Belli, z piersi Beth wyrwało się westchnienie ulgi. Zgoda samca sprawiła, iż wampirzyca nie musiała się już martwic w jaki sposób pomóc Belli.
Bella, wyglądała na zaskoczoną takim rozwojem sytuacji dopiero, kiedy samiec zwrócił się bezpośrednie do niej na jej twarzy wykwitł uśmiech zrozumienia i radości.
Tak, ta dwójka zdecydowanie do siebie pasuje, a Bella będzie mieć czas, by uświadomić Zbihrowi, że on też zasługuje na miłość.
Beth zerknęła za siebie na Mary i mrugnęła do niej znacząco. W końcu plan Mary, by zostawić ta dwójkę samą, aby mogli ze sobą porozmawiać przyniósł znakomity efekt
-Jasne Mary pędź do tego swojego łakomczucha. - Bath uśmięchnęla się do kobiety.
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Pon Sty 10, 2011 5:23 pm

- Niczego nie utrudniam - zaprotestował głośno, choć niedawno sam się do tego przyznał przed Bellą. Jego protesty i tak na nic się nie zdały, bo Mary już dawno wybiegła z pokoju.
Samiec postanowił wprowadzić normalną atmosferę, starając się zmniejszyć znaczenie sytuacji, która przed chwilą rozegrała się na oczach królowej. Jeszcze tego mu brakowało, by samice zobaczyły w tych wydarzeniach coś więcej niż jego zgodę na pozbycie się problemu. Chociaż i tak zapewne wyciągną własne wnioski, niezbyt odpowiadało mu to, że odkryją jaką wartość ma dla niego Bella. Uważał, że to sprawa pomiędzy nimi i plotkowanie i przymusowe swaty wcale nie pomogą rozwiązać tego problemu.
Ale gdy patrzył na Bellę, nie mógł myśleć o miłości jak o problemie. To stwierdzenie napływało później, gdy zaczynał myśleć i wszystko roztrząsać. Dlatego dla jej, i własnego dobra, musiał zaakceptować wszystko, bez żadnego szemrania. Kochała go, a on nie pozostawał jej dłużny ze swoim uczuciem.
Słodki Jezu, zostanę jej brońcem, dopiero teraz docierało do niego, na co się zgodził. Nie tylko będzie ode mnie piła, ale zaopiekuję się nią jak samice powinien. Stworzymy w miarę normalny związek, jak Tohr i Wellsie?
Nie był pewien przyszłości, ale zaryzykuje i zobaczy, co z tego wszystkiego wyniknie. Nawet jeśli po tygodniu wszystko się spierdoli. Ale coś mu podpowiadało, że samica siedząca obok niego nie pozwoli tak łatwo się temu popsuć. Będzie walczył jak lwica, aby nic nie stanęło im na przeszkodzie.
Jestem twoja.
- Wiem - zapewnił Bellę i choć krępowało go to, objął ją ramieniem, przysuwając do siebie. - Teraz już wiem. - Powinien był wcześniej zauważyć co się święci, zamiast wynajdować kolejne wymówki i wytłumaczenia.
Ponownie spojrzał na Beth, co wydawało mu się z kolejną chwilę coraz bardziej krępujące. Nie wiedział w jaki sposób mógłby skierować rozmowę na bezpieczne tematy.
- Potrzeba jakiś formalności, nie?
Sam nie był do końca pewien. Dla Posiadaczki był juchaczem, a nie brońcem. A kurw z ulicy nie można było nazwać krwiczkami. Jego jedynymi doświadczeniami było związanie się braci z ich wybrankami.

...


Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Wto Sty 11, 2011 1:46 pm

Beth popatrzyła z namysłem na Zbihra.
-Nie Z., nie są potrzebne żadne formalności. Póki co to, że oficjalnie jesteś samcem Belli daje Ghromowi możliwość odrzucenia petycji Mordha. Beth zakładała, ze brat Belli nie będzie zbyt szczęśliwy z tego powodu. Nie będzie jednak miał innego wyboru jak zaakceptować wolę króla.
-Oczywiście jeżeli sobie życzycie to zorganizujemy wam Ceremonię Zaślubin i połączymy nierozerwalnymi więzami na wieki? - Beth popatrzyła pytająca na Zbihra. Co prawda pytanie kierowała do obydwojga, ale wolała nie spuszczać oczu z samca nie pewna jego reakcji.
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Wto Sty 11, 2011 3:40 pm

Więc klamka zapadła, kobyłka u płotu, ale nie ważne jak by to nazwać to Bella zostanie krwiczką Z. Samiec postanowił dać im szansę na rozwinięcie związku, ale na razie uważał zostanie samcem Belli za rozwiązanie formalne, które ochroni ją przed smutną przyszłością, która jej nie odpowiadała. Jeśli chciała to mogła się dokrwić od Zbihra, ale on nie zamierzał z niej pić. Zgodził się na zostanie jej brońcem, tylko po to, by jej pomóc. Nie była mu nic winna. I nie mógłby się od niej dokrwić - nigdy w życiu.
Przydałoby się jakoś gnoja o tym zawiadomić/i], pomyślał Z, wspominając rodzinę swojej krwiczki.
Zbihr zamierzał poinformować go o tym smsem ale swój telefon gdzieś zgubił. Chociaż użycie telefonu z siedziby, np. z biura Tohra wydawało się mądrzejsze, ponieważ zabezpieczenia chroniły je przed jakimikolwiek próbami namierzenia. W tej chwili wolał unikać spotkania z Mordhem, aka Wielebnym. Brat Belli mógłby wziąć zbyt do siebie to, że jego siostra znalazła brońca bez jego zgody. A potem mógłby chcieć skrzywdzić wojownika.
Tak, śmierć Mordha chwilowo nie wchodziła w grę.
Zbihr poderwał się gwałtownie z kanapy, gdy rozważania Beth zaszły stanowczo za daleko.
- Nie życzymy sobie - warknął, może odrobinę zbyt głośno, ale nie podobało mu się to co sugerowało to pytanie. Nie da się wmanewrować w żaden związek.
[i]Nawet jeśli cię kocham
, wyznał, patrząc żałośnie na Bellę. Obawiał się, że jego gwałtowna reakcja mogła ją skrzywdzić, ale nie był jeszcze gotowy na tak duży krok naprzód.
- Skoro wszystko jest już załatwione, to pozwolicie, że was już opuszczę.
Chwilowo udało mu się zaspokoić pragnienie krwi, ale teraz zaczął dawać o sobie znać zwyczajny głód. Samiec, zanim wyszedł, odezwał się jeszcze do Belli, która wyraźnie była dotknięta jego zachowaniem.
- Porozmawiamy później? - spytał już normalnym głosem. Gdy zgodziła się, odetchnął z ulgą i wyszedł.

//Kuchnia

...


Powrót do góry Go down
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Wto Sty 11, 2011 5:04 pm

Słuchała wszystkiego z lekkim uśmiechem. Teraz, kiedy wszystko się ułożyło, czuła się na prawdę lekko; nie mogła doczekać się kiedy znajdzie się ze Zbihrem sam na sam i wreszcie porozmawiają w cztery oczy. Albo jeszcze lepiej by nie rozmawiali, tylko po prostu kontynuowali to, co zaczęli nim przerwały im Beth i Mary.
Była jego krwiczką. Mogła to powiedzieć wprost, bo taka była prawda. Wcześniej nawet nie śmiała marzyć, że stanie się to tak szybko. Oczywiście pragnęła by kiedyś stało się coś podobnego, ale nie sądziła, że jej marzenie się ziści. I pal licho to, że Zbihr upierał się w obecności innych iż robi to tylko by jej pomóc.
Oboje wiedzieli, że jest inaczej. Z resztą Mary i Beth też głupie nie były. Ani ślepe - od początki widziały, że coś się święci i jak widać nie pomyliły się. Choć zdawało jej się, że są nieco tym zaskoczone. Z resztą tak jak ona.
Poczuła się jeszcze lepiej, kiedy Zbihr objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie. Bawiła ją nieco jego zagubiona mina, ale nie dała nic po sobie poznać. Widziała, że się stara i to jej w zupełności wystarczyło. Poza tym sytuacja była dla niego nowa i nie mogła winić go za lekką nieporadność.
Drgnęła lekko widząc reakcję Z. na propozycję Beth, ale nie była nią zaskoczona. Nie spodziewała się, że Zbihr w tak szybkim czasie zgodzi się posunąć aż tak daleko i nie zamierzała na niego naciskać. Potrzebował czasu. Przyszłość pokaże czy ich związek przetrwa (oj, ona już miała się o to postarać) i stanie się bardziej oficjalny. Belli na razie było dobrze tak jak było.
- Jasne, że tak - zapewniła, kiedy samiec zapytał ją czy porozmawiają później. Jak mogłaby się nie zgodzić? Odprowadziła go wzrokiem do wyjścia i dopiero wtedy przeniosła nieco rozmarzone jeszcze spojrzenie na Beth. Otrząsnęła się lekko i dopiero wtedy zdecydowała się odezwać.
- Nie proponuj mu na razie takich rzeczy, bo zawału dostanie - zażartowała, choć musiała przyznać, że sama nie miałaby nic przeciwko ceremonii. Miałaby pewność, że Zbihr jest jej, a ona jego już na zawsze. - No dobrze, ja idę... Wolę nacieszyć się spokojem, bo Mordh nie będzie zachwycony kiedy się dowie, coś mi się tak zdaje - rzekła wstając. Postanowiła wrócić do sypialni Zbihra i tak zaczekać na samca. Tam dobrze się im rozmawiało. A musieli obgadać kilka rzeczy, jak na przykład to, co i kiedy powiedzą Mordhowi. Szkoda tylko, że łatwiej było powiedzieć niż zrobić.
//Apartament Zbihra, Sypialnia

...


,, - Zamknij się ! - krzyknęła Elena . - Trzymaj się od tego z daleka . A skoro już o tym mowa , to pomyśl lepiej o biednej Vickie Bennet . Jak myślisz , jak ona sobie radzi ?
- Nie mam pojęcia . Nie wiem , kim jest ta Vickie . Ciągle o niej mówisz , ale ja jej nigdy nie widziałem .
- Widziałeś . Nie kręć , Damonie , cmentarz , pamiętasz ? Zrujnowany kościół ? Dziewczynę , którą zostawiłeś tam błąkającą się w koszuli nocnej ?
- Przykro mi , nie . A zwykle pamiętam dziewczyny , które zostawiam błąkające się w koszuli nocnej " .
Powrót do góry Go down
Ghrom

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Wto Sty 11, 2011 6:22 pm

// Biegun północny santa

Ghrom był wkurwiony. Lepiej żeby nikt mu nie podpadł. Kolejne zebranie Bractwa, a te skurwysyny robią sobie jaja. V. schlany, Butch nieobecny, a Z. to już w ogóle. Wciągnęło go gdzieś.
Od kiedy Tohr zniknął, nie dawał rady. Jedyną osobą, która pomagała mu to ogarnąć była Beth.
Właśnie, lilan. Miała zająć się świętem przesilenia.
Samiec wszedł do salonu i ujrzał swoją partnerkę. Odwróciła się w jego stronę i posłała mu ciepły uśmiech.
Jego nerwy trochę się uspokoiły, ale nadal był podminowany.
- Witaj, lilan - powiedział i pocałował ją bok szyi.
- Jak tam przygotowania? - zapytał i objął ją w pasie.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Wto Sty 11, 2011 6:38 pm

Wszyscy wyszli i Beth została przez chwilę sama w salonie ze swoimi myślami. Otworzyły się drzwi, a ona instynktownie wiedziała kto się w nich pojawił, nie musiała się nawet odwracać, żeby wiedzieć, że jej ukochany wszedł do pokoju. Ghrom podszedł do niej objął ją i pocałował delikatnie w szyję, co jak zawsze wywołało w ciele Beth rozkoszny dreszcz. Spojrzała w oczy Ghroma i zobaczyła w nich rozdrażnienie, zdawała sobie sprawę, iż stanie na czele Bractwa było często dla niego frustrujące.
- Obchody w porządku, zdążymy z wszystkim - odpowiedziała na zadane pytanie. - Ale widzę, że wasze zebranie chyba niezbyt dobrze co?
Delikatnie przesunęła ręką po policzku Ghroma czule go gładząc.


Ostatnio zmieniony przez Beth dnia Wto Sty 18, 2011 12:48 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Ghrom

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Nie Sty 16, 2011 1:14 pm

Samiec złapał rękę partnerki i pocałował ją.
- Wolę o tym nie rozmawiać - powiedział.
- Po zniknięciu Tohra, szczerze sobie nie radzę - uśmiechnął się słabo.
Przygarnął ją do siebie i oparł brodę na jej głowie.
- A jak wygląda sprawa z Bellą ? - zapytał
- Mam nadzieję, że nie będę musiał oddawać jej pod opiekę brata ?
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Nie Sty 16, 2011 1:58 pm

Beth wtuliła się w opiekuńcze ramiona Ghroma i przez chwilę wsłuchiwała się w miarowe bicie jego serca. Wiedziała, że w jej samcu tkwi niebezpieczny drapieżnik, ale wobec niej zawsze był czuły i troskliwy. Rozkoszowała się jeszcze przez chwilę objęciami Ghroma. po czym odparła.
- Sprawa Belli jest załatwiona. Zbihr zgodził się zostać jej opiekunem, więc możesz odmówić Mordhowi. Zakładam, że nie będzie szczęśliwy z tego powodu, ale informacja, że jego ukochana siostra związała się z samcem należącym do Bractwa, doprowadzi go do szału.
Wolę sobie nie wyobrażać reakcji Mordha na wiadomość, że samcem Belli jest Zbihr.
Na wzmiankę o Tohrturze, Beth zasmuciła się. Tragedia tej rodziny uderzyła boleśnie w całe Bractwo. Beth miała cały czas nadzieję, że samiec w końcu do nich wróci. Chciała tego nie tylko ze względu na siebie i Ghroma, ale również ze względu na Johna, który zamknął się w sobie i cały czas spędzał w gabinecie Tohtura. Nawet Beth nie potrafiła do niego dotrzeć.
-Wiem kochanie jek bardzo odczuwasz brak Tohrtura- wiedziała ,że T. i jej ojciec byli najbliżsi jej brońcowi i ich utrata dotknęła go boleśnie.
- Mam nadzieję , że w końcu do nas wróci. - dodała.
Powrót do góry Go down
Ghrom

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Pon Sty 17, 2011 1:48 pm

- To dobrze, że chociaż jeden problem z głowy - uśmiechnął się.
Już miał ją pocałować ... ale coś zwaliło go z nóg - dosłownie. Na Panią Kronik, co to? Gdy próbował się podnieść to znów uderzyło. Przez jego ciało przeszła fala gorąca i ... i podniecił się. Dobra, odwołuje pytanie, już wiem co to.
Spojrzał na zaniepokojoną Beth, która uklękła przy nim, trzymając go za ramiona.
- Bella dostała chcączki - wysapał.
Samica zrobiła dziwną minę, ale nie czekał na jej odpowiedź. Wpij się w jej usta, napierając na nią całym ciężarem.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Pon Sty 17, 2011 2:29 pm

Bets stała przytulona do Ghroma. Gdy nagle ni z tego i owego samiec znalazł się na podłodze, a przez jego ciało przebiegały dreszcze. Beth przeraziła się nie na żarty widząc samca w takim stanie. W końcu co może być przyczyną, że zdrowy, silny samiec nagle ląduje dupą na podłodze. Samicy przez głowę przeleciało od razu mnóstwo straszliwych wizji. Uklękła przy Ghromie, z twarzą naznaczoną przerażeniem, chwyciła go za ramiona i nagle poczuła jak usta Ghroma wpiją się w jej usta. W uszach zabrzmiało jej echo wypowiedzi samca. Kto by pomyślał, że jedna płodna samica, może powalić na kolana króla. Ghrom napierał na nią całym ciałem, jego język wtargnął do jej ust penetrując je i domagając się odpowiedzi. Beth wsunęła ręce we włosy samca i przyciągnęła jego głowę jeszcze bliżej siebie.
Powrót do góry Go down
Ghrom

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Pią Sty 21, 2011 12:31 am

Gdy Beth przyciągnął głowę Ghroma bliżej siebie wtedy chwycił ją w pasie przytulił od siebie jak najdelikatniej tylko potrafił. Wbijał się w jej usta z taką namiętnością że pragną ją posiąść tu i teraz. Nagle oderwał usta od jej.
-Lilan dziękuje-powiedział jej cichy głosem do ucha
Po tych słowan podniósł się i wziął Beth na ręce zaniósł do sypialni. /sypialnia/
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Sob Lut 26, 2011 8:33 pm

/Z, Beth i Carmine/Mieszkanie nr1/Salon/

Jazda samochodem minęła dość szybko. Z zajął się podczas niej sobą - nie dosłownie, trzepanie przy samicach byłoby wysoce niestosowne i nawet Zbihr by się do tego nie posunął - skutecznie ignorując samiec, które siedziały z tyłu. Dlatego nie mógł do końca stwierdzić, czy Beth udało się ułagodzić Carmine i ta przestała się boczyć. A boczyła się na penwo, bo kto by się nie obraził za bezceremonialne wyniesienie przez Z z mieszkania? Zapewne tylko Bella, która liczyłaby na jakieś inne atrakcje.
Po dotarciu do rezydencji Zbihr nadal dowodził w tej małej grupce, na co nawet królowa nie mogła nic poradzić. Dlatego samiec zdecydował się zaprowadzić swoje towarzyszki do salonu. Wiadomość, którą chciał przekazać, była oczywista - kiedy Ghrom wróci do swojego apartamentu sam będzie musiał wziąć na siebie odpowiedzialność za pilnowanie tej obcej.
- Zapewne moi bracia wszystko z ciebie wyciągnęli - Z po raz pierwszy zwrócił się wprost do Carmine. Usadowił się wygodnie na kanapie, na której wcześniej spędził miłe chwile z Bellą. - Więc nie pogniewasz się, że również chcę wiedzieć co się stało? - przemawiał miło, jednak zaraz zrzucił tą idiotyczną maskę uprzejmości. - To co tam się kurwa stało? Co was pojebało? Ciebie i Tohra?

...


Powrót do góry Go down
Carmine

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Sob Lut 26, 2011 9:20 pm

Po bezceremonialnym wtargnięciu wampira do jej pokoju i wrzuceniu do auta w końcu wylądowała w jakimś wielkim ośrodku. Nie była zbytnio zadowolona, ale po jakimś czasie zrozumiała słowa królowej. To dla Tohra musi znosić wszystko co się tutaj dzieje. Mężczyzna nagle wyrwał ją z zamyślenia pytając się co się stało na Johnson Street.
-To wszystko moja wina. Mężczyzna, który porwał Tohrtura chyba wiedział, że jest kimś ważnym w waszym świecie. On nic nie zrobił. Był załamany śmiercią swojej żony, a ja przestałam mu ufać. Rzucił broń i całkowicie bezbronny wyszedl ze mną na Johnson Street. Zostaliśmy napadnięci przez jakiegoś wysokiego mężczyznę w czarnych ubraniach, masą broni i białymi włosami. Porwał Tohra odjeżdżając niebieskim Oplem Meriva, jeżeli nie pomyliłam marki - wyjaśniła wszystko od nowa i podniosła na niego wzrok - Co chcesz jeszcze wiedzieć?
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Nie Lut 27, 2011 12:19 pm

Droga do rezydencji minęła w posępnym milczeniu.Wielkie dzięki Z. Pomyślała z przekąsem. No cóż ona sama byłaby wściekła, gdyby jakiś samiec potraktował ją jak worek kartofli. Podziwiła opanowanie Carmine, która znosiła to całe zamieszanie ze stoickim spokojem. I nawet, kiedy Zbihr zaczął przeprowadzać swoje przesłuchanie nie straciła cierpliwości, choć pewne jest, że reszta bandy zwanej bractwem dokładnie ją przemaglowała.
-Zbihr daj jej w końcu spokój. – Rzuciła zirytowanym tonem do samca, bo ileż w końcu można znieść. Jeszcze Carmine w końcu puszczą nerwy i wpadnie w histerię, a tego to już na pewno nie potrzebowali. – Ona potrzebuje spokoju. Ledwo uszła z życiem, a ty ją jeszcze męczysz. Carmine potrzebuje odpoczynku.
Beth zastanawiała się czy nie wezwać lekarza, by zbadał samicę, ale przypomniała sobie, że wyjechał na jakąś konferencję. Miała nadzieję, że wróci jak najszybciej, bo jeżeli odnajdą Tohra żywego, to na pewno będzie potrzebował pomocy medycznej. Beth nie dopuszczała do siebie innej możliwości. Tohtur musiał wrócić żywy do rezydencji. Nie zniosłaby kolejnej straty w swoim życiu.
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Nie Lut 27, 2011 2:18 pm

Sytuacja wyglądała tak, jak Z się spodziewał. To wina Carmine i samica miała chociaż tyle godności, żeby temu nie zaprzeczać. Bez udziału samicy i jej głupoty, Tohr nigdy nie okazałby się takim idiotą, żeby wyjść na dwór nieuzbrojony. Chociaż skąd on wytrzasnął broń? Jakiś nielegalny handel? On tylko zadawał pytania (jak na Z dość grzecznie, do rękoczynów nie doszło) a Beth chciała uciąć jego ciekawość.
Chyba nie sądziła, że jej się to uda? A przynajmniej nie tak na serio?
- Chyba nic więcej wiedzieć nie muszę - samiec zamknął oczy, starając się zapomnieć o denerwujących samicach, które towarzyszy mu w tym pokoju. To dla nich zrezygnował z towarzystwa Belli? Dajcie spokój. - Przynajmniej zdajesz sobie sprawę z tego, że to wszystko, kurwa, twoja wina. Przez ciebie Tohr był nieuzbrojony, więc jak reduktor go zabije to cała odpowiedzialność spada wyłącznie na ciebie - Z nie był w nastroju do pocieszania czy nawet kłamania. Nawet ten wzrok Beth nie zmusi go do milczenia. - Uszłaś z życiem, bo byłaś dla oprawcy niczym. Powinnaś zostać porwana razem z Tohrem. Wtedy wniknęłoby z tego więcej pożytku.

...


Powrót do góry Go down
Carmine

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Nie Lut 27, 2011 4:26 pm

Mężczyzna zignorował wampirzycę i zaczął przyznawać Carmine rację. To jej wina. Ale gdy wypowiedział ostatnie zdanie miała ochotę roznieść cały pokój. Zacisnęła mocno zęby, a po chwili uśmiechnęła się fałszywie.
-Tak to prawda. To wszystko moja wina. Też chciałabym nie istnieć. Jestem wielką pomyłką i zachowałam się jak idiotka wypuszczając Tohrtura nieuzbrojonego. To chciałeś usłyszeć? Obiecuję Tobie i całemu bractwu włącznie z wszystkimi kobietami i Tohrem. Gdy tylko go znajdziecie wyprowadzę się i więcej mnie nie zobaczycie. Nawet nie chcę przetrwać tego całego wampiryzmu - powiedziała z wielką poważnością w oczach - Tylko chcę wiedzieć czy Tohr będzie bezpieczny. Nie chcę by mu się nic stało - przyznała nie podnosząc wzroku ze swoich rąk
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Nie Lut 27, 2011 6:00 pm

- Na Panią Kronik weź się w końcu zamknij Z. i przestań ją obwiniać, gdyby Thor miał choć trochę rozumu to nie wychodziłby na ulicę bez broni. – Warknęła na samca.
Faktem jest , że żaden z braci nigdy nie wychodził poza obręby rezydencji nieuzbrojony. Samica nie miał pojęcia co spowodowało, iż Tohr tak postąpił. Chociaż właściwie ten powód siedział przednią. Spojrzała przelotnie na Carmine. Nie miała zamiaru jej obwiniać. Z Tohra jest duży chłopiec, który sam podejmuje swoje decyzje. Szkoda tylko , że tak fatalne w skutkach.
-Carmine nie możesz stąd odejść. Jeżeli…., jeżeli… -Samicy taka ewentualność nawet nie chciała przejść przez myśl, a co dopiero przez gardło. Wzięła głęboki oddech i na jednym wydechu właściwie wyszeptała, niż powiedziała. – Jeżeli nie odnajdą Tohtura będziesz musiała zostać tu do swojej przemiany. Obiecałam mu, że się tobą zaopiekuję. - P ostatnim zdaniu chciała sobie odgryźć język, ale miała nadzieję, że Z. się nie zorientuje co niechcący wypaplała.
-Przykro mi ale zostajesz tutaj do odwołania. – Dodała głośniej.
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Nie Lut 27, 2011 7:12 pm

- No to widać, że chwilowo zostajesz tutaj - samiec nie wiedział, które z nich jest tą wiadomością bardziej zawiedzione. - No chyba, że bracia postanowią inaczej. Przykro mi Beth, jesteś królową ale liczy się nasze bezpieczeństwo a nie życzenie Tohra, chociaż to on, prawie sam, podniósł wszystko z gówna, w jakie wpakował nas twój mąż. Nawet Tohrtur zdawał sobie sprawę z tego, że bractwo jest najważniejsze.
Podniósł do góry dłonie, uspokajając Beth. Samiec miał wrażenie, że jeszcze chwila a wampirzyca rzuci się na niego. Ten widok mógłby być dość zabawny. Samica chcąca go zabić i Z, który za żadne skarby nie mógł jej skrzywdzić.
- Już, już, zaraz się zamykam - powiedział cicho, uśmiechając się przy tym nieszczerze. A uśmiech na twarzy Z wcale ni złagodził jego rysów, wręcz przeciwnie, wyeksponował tylko bliznę. - Mam tylko jeden mały kłopot, którego mój zacofany móżdżek nie może rozwiązać - samiec przestał udawać i spojrzał zimno na Beth. - Obiecałaś mu to po jego ucieczce czy raczej przed? Bo widzisz, druga opcja jest dość lewa. Na pewno się nie znali przed morderstwem Wellsie. A opcja pierwsza jest dość pogrążająca. Kontaktowałaś się z Tohturem i nic nie powiedziałaś swojemu brońcowi? Złamałaś mu serce, bo on codziennie kajał się za jego ucieczkę. Tak, masz dość duży problem.

...


Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Pon Lut 28, 2011 5:10 pm

Samica zatrzymał się w półmroku i odwróciła z powrotem w stronę Carmine. Chciała ukryć wyraz swojej twarzy przed samcem, bo na pewno malowało się na nim ogromne poczucie winy. Carmine spoglądała na nich lekko zdziwiona, i tak nieźle, że jeszcze nie uciekła z krzykiem przed groźbami Z. Samiec nie patyczkował się z nikim i niczym, przed chwilą obrzucił jej brońca błotem. Ghrom pewnie zgodziłby się z nim, ale Beth nie. Tylko czy wdawanie się w pyskówki ze Zbihrem przyniosłoby jakikolwiek efekt. Tylko niepotrzebnie by się denerwowała, przy okazji pewnie denerwując samicę Tohtura, która nawiasem mówiąc była nadzwyczajne spokojna.
-Ciekawe czy ty jesteś taki święty co?- rzuciła do samca.- Poza tym zostanie tutaj, bo to jest mój dom. Trochę to niegrzeczne ze strony Beth wyjeżdżać z takim argumentem, ale w rozmowie ze Zbihrem niestety takich trzeba używać.
Z premedytacją postanowiła nie komentować jego insynuacji dotyczących jej obietnicy. Niestety fakt pozostawał faktem, sama jest sobie winna, mogła trzymać buzię na kłódkę. Teraz i tak nic nie poradzi, a jak Z. powie reszcie to będzie się musiała nieźle tłumaczyć.
Westchnęła ciężko. Trudno.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Salon    

Powrót do góry Go down
 
Salon
Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Bractwo Czarnego Sztyletu Forum PBF - RPG  :: Okolice Caldwell :: Ośrodek Bractwa :: Rezydencja Bractwa :: Apartament Królewski-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Create a blog