Bractwo Czarnego Sztyletu Forum PBF - RPG

Bractwo Czarnego Sztyletu
 
IndeksIndeks  PortalPortal  Partnerzy  FAQFAQ  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Salon

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Wto Sty 04, 2011 4:23 pm

Bella westchnęła słysząc jak Beth i Mary usiłują wymyślić jakieś rozwiązanie.
- Tak, znów wszystko sprawdza się do Zbihra... - podsumowała. - Gdyby to było takie łatwe. Tylko... Powiedzmy, że powiedziałam mu co czuję, ale nie powiedział na to nic konkretnego - wyznała w końcu.
Oprócz "pragnę cię", dodała w myślach.
- Wiem, że coś do mnie czuje, ale odpycha to od siebie. Cokolwiek powiem, próbuje udowodnić mi, że jest inaczej, choćby nawet jego argumenty były najżałośniejsze na świecie i kompletnie nieprawdziwe. I wciąż powtarza, że jest gorszy o Furiatha - wyliczała, dokładnie zastanawiając się nad tym co już może im powiedzieć, a co powinna zachować w tajemnicy. Mówiła więc głównie o tym, co już same zauważyły lub co nie było zbyt osobiste.
Machinalnie zaczęła bawić się włosami i splatać z nich warkoczyki, jak to już miała w zwyczaju kiedy się denerwowała. Nie wiedziała gdzie jest Zbihr, a Mordh też jakoś nie kwapił się odpowiedzieć na jej pytanie. Nie wiedziała czy robił to specjalnie - skąd pewność, że nie zjawi się nagle, kiedy to już Ghrom nada jej status Eremithki i kiedy nie będzie miała już jak protestować. Tak czy inaczej była zła na brata i bardzo chciała móc z nim porozmawiać.
- Swoją drogą... zastanawia mnie czy Z już wrócił - odezwała się po chwili, przeczesując włosy palcami by rozplątać to, co zdążyła już zapleść. Już i tak miała włosy w nieładzie, a jak będzie nadal tworzyć z nich warkoczyki to już nigdy ich nie rozczesze. - Tak właściwie miałam czekać na niego w sypialni. A raczej on chciał bym czekała, ale ja długo sama w jednym miejscu nie usiedzę. I bardzo dobrze, że przyszłam - dodała.
Oj tak, gdyby dowiedziała się o planach Mordha w ostatniej chwili, to chyba coś (albo ktoś) by ucierpiał.
Zastanawiała się czy powinna zadzwonić do Zbihra albo chociaż wysłać mu SMSa. Zaraz jednak zdała sobie sprawę z tego, że pisemna wiadomość byłaby kompletnym nietaktem z jej strony, bo przecież Z. nie potrafił czytać. Nie była nawet pewna czy wziął ze sobą telefon i jaki właściwie miał numer.
Ostatecznie uznała, że nie musi się przejmować. Wróci do sypialni i tak na niego zaczeka. Później. Nie będzie miał do niej chyba nawet pretensji, kiedy nie zastanie jej w sypialni zaraz po powrocie. Przecież pójdzie tam rak czy siak, ale z małym opóźnieniem. Ale sytuacja chyba była uzasadniona, nie?

...


,, - Zamknij się ! - krzyknęła Elena . - Trzymaj się od tego z daleka . A skoro już o tym mowa , to pomyśl lepiej o biednej Vickie Bennet . Jak myślisz , jak ona sobie radzi ?
- Nie mam pojęcia . Nie wiem , kim jest ta Vickie . Ciągle o niej mówisz , ale ja jej nigdy nie widziałem .
- Widziałeś . Nie kręć , Damonie , cmentarz , pamiętasz ? Zrujnowany kościół ? Dziewczynę , którą zostawiłeś tam błąkającą się w koszuli nocnej ?
- Przykro mi , nie . A zwykle pamiętam dziewczyny , które zostawiam błąkające się w koszuli nocnej " .
Powrót do góry Go down
Mary
Admin
avatar

Partner : Rankohr

PisanieTemat: Re: Salon    Wto Sty 04, 2011 4:55 pm

- Bello. wiesz że życzę ci jak najlepiej i mam nadzieje że wszystko się ułozy. Lepiej idż teraz do Zbihra i pogadaj z nim, postrasz go trochę że moze już nigdy cię niezobaczy. Napewno nie pozostanie temu obojętny.
- A jeśli Z naprawde nie przestani się tak zachowywać, tzn.... opierać się i wogule......to... w ostateczności my przemówimy mu do rozumu. Nie śmie nie wysłuchać zdania Krwiczek swoich Braci, zwłaszcza Królowej.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Wto Sty 04, 2011 5:52 pm

-Bello jeżeli chcesz wiedzieć czy Zbihr wrócił do domu, to wystarczy zapytać o to Fitza. Przed nim nic się w rezydencji nie ukryje. - uśmiechnęła się Beth - Jeżeli nie ma go w tutaj, to wyciągniemy od V. bezpośredni numer do Z. i po prostu do niego zadzwonisz.
Bella siedział i nerwowo bawiła się swoimi włosami. Mary siedziała obok niej i intensywnie się jej przyglądała.
Beth współczuła samicy. Bella ledwie wydobrzała po pobycie w łapach reduktora, a teraz jakiś samiec, który właściwie sam nie wie czego chce i wysyła sprzeczne sygnały mąci jej w głowie. Ocenianie w ten sposób Z. było ze strony Beth powierzchowne, i o ile zazwyczaj królowa potrafiła dojrzeć dwie strony medalu, to w tym wypadku na widok cierpienia i niepewności w oczach Belli, szlak ją trafiał. Najchętniej po prostu przyłożyłaby Zbihrowi aby się opamiętał, bo i jemu szczęście możne przejść koło nosa.
- Nie rozumiem do końca symbiozy jak łączy Furiatha i Zbihra- powiedziała po paru łykach herbaty i kilku kolejnych ciasteczkach Beth - Pewnie ma to związek z ratunkiem jakiego udzielił F. Zbihrowi.
- Nie martwcie się dziewczyny, będzie dobrze. W ostateczności , możemy wykorzystać inne stare prawo, aby wykiwać Mordha. - kontynuowała Beth i uśmiechnęła się przebiegle.
Tylko czy Ghrom się na to zgodzi?
Powrót do góry Go down
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Wto Sty 04, 2011 6:14 pm

Uśmiechnęła się mimo woli.
- Ten lokaj jest chyba lepiej poinformowany niż całe Bractwo razem wzięte - zauważyła rozbawiona. Tak, jeśli nie znajdzie Z. to zapyta Fitza. Zwłaszcza, że ostatnio lokaj kręcił się w okolicy jego apartamentu.
Bella zamyśliła się na chwilę. Obie dziewczyny popychały ją do rozmowy ze Zbihrem. I ona sama musiała przyznać, że była na nią chętna. Rozmawianie z nim - nawet jeśli ją irytował - było dla niej przyjemne i naturalne jak oddychanie. A teraz potrzebowała go tym bardziej. Miała nadzieję, że gdyby posłużyła się tym, co podpowiadała jej Mary, to może miałaby szansę przekonać go do pomocy. Może.
O ile nie będzie mu na rękę pozbycie się jej by nadal przekonywać siebie, że on nic nie czuje.
- Wiem, że on to przeżywa. To, co się stało i bez wątpienia jest Furiathowi wdzięczny. Poza tym między rodzeństwem jest jakaś pokręcona solidarność i więź, choć najczęściej się kłócą. Przykładowo ja nie wyobrażam sobie siebie, słuchającej się Mordha bez przymusu... No, takiego jak grozi mi teraz. W ogóle nie wyobrażam sobie żadnej młodszej siostry, która słucha starszego brata - dodała po chwili zastanowienia.
Jak to się działo, że starsi bracia zawsze usiłowali być odpowiedzialni do bólu i to w najmniej odpowiednich momentach?
- Tak czy inaczej, spróbuję porozmawiać z Z. Zwłaszcza, że ja na prawdę nie jestem mu obojętna, wszystko jedno co mówi - rzekła stanowczo. Po chwili zarumieniła się lekko. - Mnie pierwszą pocałował i chyba go to fascynuje...
OK, wiedziała, że obie zastanawiają się co konkretnie jest między nią a Zbihrem, tylko są na tyle taktowne, że słowem o tym nie wspomną. Doceniała to i dlatego uznała, że może im co nieco zdradzić.
Zwłaszcza, że sama nie mogła przestać myśleć o pocałunku, który złożył na jej ustach gdy spała.
I kiedy już się obudziła na tyle, że była w stanie kontaktować.
A tym razem to nie ona go do tego namawiała, zrobił to sam z własnej, nieprzymuszonej woli.
- Inny sposób? - zapytała, spoglądając na Beth roziskrzonymi oczyma. Jeśli na prawdę istniało jakieś prawo mogące uratować jej wolność to była gotowa z niego skorzystać.
W końcu miała o co walczyć.

...


,, - Zamknij się ! - krzyknęła Elena . - Trzymaj się od tego z daleka . A skoro już o tym mowa , to pomyśl lepiej o biednej Vickie Bennet . Jak myślisz , jak ona sobie radzi ?
- Nie mam pojęcia . Nie wiem , kim jest ta Vickie . Ciągle o niej mówisz , ale ja jej nigdy nie widziałem .
- Widziałeś . Nie kręć , Damonie , cmentarz , pamiętasz ? Zrujnowany kościół ? Dziewczynę , którą zostawiłeś tam błąkającą się w koszuli nocnej ?
- Przykro mi , nie . A zwykle pamiętam dziewczyny , które zostawiam błąkające się w koszuli nocnej " .
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Wto Sty 04, 2011 6:31 pm

// Sypialnia Z.

Zbihr odnalazł brata w Ośrodku szkoleniowym, gdzie tamten prowadził zajęcia. Samiec poczekał aż bliźniak skończy i dopiero wtedy przedstawił mu swoją prośbę. Furiath skrzywił się, jakby prośba brata była ostatnią rzeczą, którą chciał teraz usłyszeń - i zapewne tak było. Teraz Z. miał to naprawdę gdzieś. Skoro bratu nie pasowało jego zachowanie, to mógł w ogóle go nie uwalniać - zawsze mógł oszczędzić sobie i jemu problemów strzelając mu w łeb. Ale w końcu Furiath, jak zawsze zresztą, ruszył z Z. do siedziby bractwa, gdzie wypełnił jego polecenie, a potem bez słowa zaprowadził go do swojej sypialni, by mógł się odświeżyć. Bo teraz samiec wyglądał jak siedem nieszczęść - w ciągu ostatnich stał się własnym cieniem i schudł jeszcze bardziej a świeże rany na plecach dopełniały tylko widoku. Gdy Furiath wrócił do swoich zajęć, Z. wziął zimny prysznic, otwierając rany, które właśnie się goiły i ubrał koszulkę brata bo własna była cała we krwi. Tkanina od razu przykleiła się do pleców samca, wchłaniając nadal wypływającą krew, więc narzucił na nią jeszcze czarną kurtkę.
Nie ma to jak dobre lanie - pomyślał kwaśno, zmierzając do komnat Króla.
Teraz nadszedł czas na obowiązki. Musiał poinformować Ghroma o uratowaniu wampirzycy. Wyjątkowo wolał załatwić to od razu, zanim Król wezwie go do siebie, słysząc o sprawie od kogoś innego. Gdy pukał do drzwi czuł się nawet dobrze. Stał chwilę, ale nikt nie otwierał, więc wszedł do środka - niczego nie tracił, bo jeśli pokoje są puste to nikt się o tym nie dowie. Dotarł do salonu, słysząc dochodzące stamtąd rozmowy. Zatrzymał się w progu, nie wierząc własnym oczom. Siedziała w fotelu, chociaż przecież wróciła do domu. A skoro nadal przebywa w bractwie, to dlaczego nie czekała na niego w sypialni. Zbihr usłyszał kawałek wypowiedzi Belli.
Mnie pierwszą pocałował i chyba go to fascynuje...
Zacisnął zęby, prawie je krusząc. Nie spodziewał się, że samica będzie o nim paplała z innymi. Nie ma to jak plotkowanie?
- Szukam Ghroma - starał się kontrolować, więc jego głos zabrzmiał bezosobowo. Cieszył się, że zimno nie przeniknęło do wypowiedzi. Zwrócił się do Beth, nie patrząc na inne samice.

...


Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Wto Sty 04, 2011 7:13 pm

Ktoś nieśmiało zapukał do drzwi. Po chwili oczom siedzących kobiet ukazała się postać Zbihra. Samiec wyglądał jak siedem nieszczęść. Ziemista cera, skóra na twarzy naciągnięta maksymalnie na wszystkich kościach i do tego ogolona głowa, sprawiały, że Z bardziej z wyglądu przypominał upiora a nie wojownika. Stał dziwnie wyprostowany, tak jak gdyby chciał uniknąć kontaktu skóry pleców z koszulką.
Nie nie , stanowczo nie chce wiedzieć dlaczego on tak wygląda.
Na widok Belli przez jego oczy przemknął dziwny błysk, którego Beth nie umiała zidentyfikować.
Czyżby to była ulga?
Bella natomiast nie ukrywał radości na widok samca. Emanowała od niej radość zakochanej samicy.
- Ghrom jest na zebraniu w ośrodku szkoleniowym. Z tego co mi wiadomo, ty też powinieneś tam być - odpowiedziała Beth na pytanie zadane przez Zbihra, i spojrzała na niego pytająco.
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Wto Sty 04, 2011 9:20 pm

- Jakoś nikt nie pofatygował się, by mnie o tym poinformować - powiedział nadal tym samym tonem, jednocześnie zastanawiając się, czemu nie wie nic o spotkaniu. Czyżby znowu jakieś zebranie, na którym ma mnie nie być? Kolejny raz starają się mnie odsunąć, bo znaleźli martwą dziwkę? Samiec sięgnął do kieszeni spodni, chcąc sprawdzić, czy ma jakieś nieodebrane połączenia, chociaż było to niemożliwe, bo usłyszałby dzwonek. Ale w kieszeni niczego nie znalazł. - Zgubiłem telefon - dodał, czując, że musi się wytłumaczyć. - Byłem w ośrodku, ale Furiath nie wspominał nic o zebraniu.
W ogóle o niczym nie wspominał, pomyślał, czując nadchodzące fale poczucia winy, zrobił o co go poprosiłem i się zmył. Nawet własny brat już nie może na mnie patrzeć.
Zbihr nadal starał się ignorować Bellę, ale raz po raz zerkał w jej stronę. W końcu nie wytrzymał i stanął przodem do niej. Wyprostował się, przygotowując się na kolejne przytyki z jej strony i skrzywił się, czując jak materiał koszulki odrywa strupy z jego pleców. Stał nieruchomo, czekając aż ból przejdzie.
- Myślałem, że wróciłaś do domu - wyrzucił, nie mogąc pojąć dlaczego jego głos zabrzmiał jakby jej coś wypominał. - Co za inny sposób? - spytał, nawiązując do ostatniego pytania Belli. Spojrzał podejrzliwie na Beth i Bellę. Na pewno coś kombinowały, nie przyszły tylko na plotki. Jedynie Mary mądrze siedziała cicho. - Coś się dzieje?

...


Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Wto Sty 04, 2011 9:48 pm

-Hmm, kwestie informacji o zebraniu musisz sobie osobiście wyjaśnić z Ghromem.- powiedziała Beth do Zihra.
Ha, jakoś nie bardzo wychodzi mu udawanie , że wcale nie zerka na Bellę.
Z. stał sztywno wyprostowany i widać było, że toczy wewnętrzną walkę sam ze sobą. W końcu obrócił się w stronę Belli i warknął:
- Myślałem, że wróciłaś do domu.
A to tak wygląda ta zgoda Zbhira na pozostanie Belli w rezydencji. Póki co lepiej to zignorować, niech się sami dogadają między sobą.
-Mary sądzę, że zgodzisz się ze mną, iż Bella powinna powiedzieć Zbihrowi, o zaistniałej sytuacji. - powiedziała Beth, i spojrzała pytająco w stronę Mary.
Zagadnięta kobieta kiwnęła potakująco głową i spojrzała niepewnie na Zbihra.
Po słowach Beth samiec spiął się i popatrzył niespokojnie w stronę samicy.
O Pani Kronik te jego czarne oczy przewiercają duszę na wylot.
-Tylko spokojnie Z. Mamy mały problem, ale nie jest to sytuacja, której nie moglibyśmy rozwiązać.- próbowała bagatelizować Beth.
W końcu nigdy nie wiadomo jak Zbihr się zachowa.
-Bello myślę, że powinnaś powiedzieć mu o co chodzi. - zwróciła się do wampirzycy królowa.
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Wto Sty 04, 2011 10:04 pm

- Co to za mały problem? - zapytał, panując jako tako nad frustracją i wzbierającym gniewem. całą swoją uwagę skupił na Beth, jako tej kóta przynosi złe wieści. Zaraz jednak zwaliła obowiązek na Bellę.
Spokojnie, jakby takie uspokajanie coś dawało. Działo się wręcz przeciwnie. Skoro kazała mu się uspokoić, to na pewno to co usłyszy nie sprawi mu radości. Raczej mocno go wkurwi.
Z. słyszał tylko koniec rozmowy, dlatego mógł się opierać tylko na niej, dochodząc do własnych wniosków. Związanych z całowaniem i tym co nastąpiło później.
O zaistniałej sytuacji? Co ona im naopowiadała? Dokrwiłem ją, przespałem się z nią a ona gada, że mnie kocha. To nie jest żaden problem, który należy rozwiązywać. Zbihr zmarszczył brwi, intensywnie zastanawiając się nad tą kwestią. Chyba nie sądzi, że z takiego błahego powodu się z nią zwiążę? Wyraźnie mówiłem, że w moim życiu nie ma dla niej miejsca. Co ona sobie ubzdurała? Nawet jeśli coś dla mnie znaczy, nie mogę sobie pozwolić, by się ze mną związywała.
Odwrócił się do tyłu, patrząc na samicę. Zrobił kilka kroków w jej stronę i zatrzymał się pół metra od jej fotela. Jego oczy pociemniały, gdy wbił w nią oskarżycielskie spojrzenie.
- Co ty znowu zrobiłaś?

...


Powrót do góry Go down
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Sro Sty 05, 2011 5:33 pm

Ktoś zapukał do drzwi. Po chwili otworzyły się one i do pomieszczenia wszedł Zbihr. Bella poczuła, że od razu robi jej się lżej na sercu, jej twarz zaś rozjaśniła się w uśmiechu. Nie zrażał ją nawet chłód bijący od samca. Mogła się domyślić, że albo był zły po tym jak nie zastał jej w sypialni, albo usłyszał jak opowiadała Beth i Mary o relacjach między nią a nim. Możliwe też, że przemyślał sobie to i owo, po czym uznał, że powinien jednak wrócić do zniechęcania jej.
Tak czy inaczej nie obchodziło jej to. Liczyło się, że był i to względnie cały...
- Nie wróciłam do domu - odparła nieco urażona tym, że tak maniakalnie chciał się jej pozbyć. - Poszłam do Beth zapytać się czy mogę tutaj zostać, z resztą sam mi wczoraj wspominałeś, że mam ją zapytać - wyjaśniła. - Zaraz po tym chciałam wracać do sypialni - podkreśliła to, że zamierzała zrobić to czego pragnął - ale wtedy coś się stało i już nie w głowie mi to było. Z góry przepraszam, że tak jakby cię wystawiłam, ale zaraz zrozumiesz, ze nic dziwnego nie ma w tym, że z głowy wyleciało mi gdzie mam być - usprawiedliwiła się. Nie przed nim. Chciała po prostu raz jeszcze pokazać mu, że go kocha i że gotowa jest zrobić wszystko by był zadowolony.
Westchnęła, uznając, że najwyższy czas uświadomić Zbihra w pewnych sprawach. Zwłaszcza, że Beth zostawiła wszystko w jej rękach.
- Okazało się, że Mordh wystąpił do Ghroma o nadanie mi statutu eremthki - powiedziała wprost. - Właśnie szukamy powodu do oddalenia jego wniosku. Mamy mniej więcej dwadzieścia cztery godziny. Później będę zależna tylko i wyłącznie od Mordha, a on jak nic uziemi mnie w domu - wyjaśniła poważnym tonem.
Czy rozumiał co to znaczyć?
Że ją straci?
- Beth miała właśnie coś zaproponować...
Nie patrzyła jednak na samicę. Jej błękitne oczy były utkwione w Z. Wyrażały niemą prośbę o to by zrozumiał i chociaż spróbował jej pomóc. Wiedziała, że nie chciał jej stracić. Zwłaszcza, że na pewno z nim miała być bezpieczniejsza niż w domu. Poza tym to brak jego bliskości przerażał ją bardziej.
Pozostawało teraz pytanie czy jego upór wygra z uczuciem.

...


,, - Zamknij się ! - krzyknęła Elena . - Trzymaj się od tego z daleka . A skoro już o tym mowa , to pomyśl lepiej o biednej Vickie Bennet . Jak myślisz , jak ona sobie radzi ?
- Nie mam pojęcia . Nie wiem , kim jest ta Vickie . Ciągle o niej mówisz , ale ja jej nigdy nie widziałem .
- Widziałeś . Nie kręć , Damonie , cmentarz , pamiętasz ? Zrujnowany kościół ? Dziewczynę , którą zostawiłeś tam błąkającą się w koszuli nocnej ?
- Przykro mi , nie . A zwykle pamiętam dziewczyny , które zostawiam błąkające się w koszuli nocnej " .
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Sro Sty 05, 2011 9:24 pm

Beth popatrzyła niespokojnie na Bellę, która nie zwracał na nią uwagi, tylko z uwielbieniem wpatrywała się w samca.
I że niby ja mam mu powiedzieć! O Pani Kronik! Przecież jego na miejscu szlak trafi!
Postawa Zbihra wcale nie wskazała, iż pragnie on obecności Belli w rezydencji.
Czy ja w ogóle mądrze postępuję mieszając się do tego wszystkiego?
Beth wystarczył jeden rzut oka na Bellę, i już wiedziała, że nie może jej odmówić. Beth wzięła głęboki oddech i w ramach dodania sobie otuchy przysunęła się bliżej Mary.
A może on nie odmówi. Przecież sam był niewolony i wie jaka to straszna dola.
-Chodzi o to Z. , że jest sposób, aby Bella uniknęła losu eremithki. Jeżeli będzie miała swojego samca, to Ghrom będzie miał powód by odmówić Mordhowi. Pomyślałam, że skoro i tak opiekujesz się Bellą i ona mieszka w twoich apartamentach, to może zgodziłbyś się być jej opiekunem. - wyrzuciła z siebie Beth, na jednym oddechu i niespokojnie czekała na reakcję samca.
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Sro Sty 05, 2011 10:20 pm

Mordh. Gnojek nic o tym nie wspominał, gdy się spotkaliśmy. Sądził, że przez tą wiadomość odmówię i nie pomogę ratować mu tej jego niezdarnej samicy? To, kurwa, dobrze myślał.
Napiął mięśnie, mając ochotę rozładować napływającą agresję poprzez przywalenie komuś. Od samca powiało chłodem, gdy walczył ze sobą. Nie pozwoli nikomu jej zabrać. Zostanie tu z nim na zawsze, bezpieczna. Ale potem do głowy dotarł głos rozsądku: To Bella się liczyła a nie on. Ona jest ważniejsza od jego chorych pragnień.
- Skoro nie możesz tutaj zostać, to jego pomysł jest idealny - powiedział po chwili, czując cholerny ból w okolicy serca. Właśnie samowolnie wyrzucał Bellę ze swojego życia. Przez długi okres czasu nie zobaczy jej w tym budynku, jedynie podczas wycieczek pod jej dom. Ale w końcu brat pozwoli jej odwiedzić Furiatha, wtedy będzie mógł przypadkowo na nią wpadać. - Nie możesz wrócić do swojego domu, co zapewne planowałaś zrobić. Będziesz pod ścisłą ochroną brata, dlatego nikt cię nie skrzywdzi. Nasza siedziba nie jest narażona na ataki reduktorów ale tutaj czyhają na ciebie większe niebezpieczeństwa.
Jak choćby ja - nie powiedział tego na głos. Bella doskonale znała jego stanowisko w tej sprawie. A skoro zaraz będzie miała chcączke, to pozostanie z Z. byłoby wielkim błędem.
Zbihr spojrzał na Bellę ze złością, słysząc ostatnią wzmiankę Beth. Samica patrzyła na niego z uwielbieniem, jakby bycie jej samcem było jego największym marzeniem. I było, ale nie zamierzał sobie pozwolić na ckliwe marzenia.
- Wy chyba oszalałyście - jego głos był cichy, ale niósł ze sobą grozę. Potem zwrócił się bezpośrednio do Belli. - Nie zostaną twoim opiekunem. Mówiłem wyraźnie, że nie ma dla ciebie miejsca w moim życiu. Skoro tak bardzo zależy ci na zostaniu tutaj to poproś kogoś innego - chodziło mu o swojego bliźniaka, co było oczywiste. - Mam wszystko czego mi potrzeba. Nie muszę się z nikim wiązać, by się dokrwić. Wystarczy wyjść na ulicę i każdej nocy można dostać krew - kolejne słowa wycedził powoli. - Jak chociażby dzisiaj.
Ale Bella wyglądała jakby go nie słuchała, więc podszedł jeszcze bliżej i przyciągnął do siebie, wyciągając z fotela. Niezdarnie objął samicę ramionami - nie umiał tego robić i rany na plecach dotkliwie o sobie przypominały. Schował twarz w jej gęstych włosach, zauważając, że już prawie pora na jej chcączkę.
- Proszę - powiedział cicho, zaciskając uścisk. - Wróć do domu i słuchaj się brata. Zostaw mnie w spokoju i żyj szczęśliwie i bezpiecznie. Nawet jako eremithka.
Czuł, jakby jego serce miało się zaraz roztrzaskać, bo właśnie w tej chwili ostatni raz trzymał w ramionach samicę, która znaczyła dla niego więcej niż całe jego życie.

...


Powrót do góry Go down
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Czw Sty 06, 2011 5:44 pm

Serce Belli zabiło mocniej, kiedy usłyszała propozycje Beth. Być samicą Zbihra? O Pani Kronik, co ona by za to oddała? Wszystko. Wszystko co miała i jeszcze więcej. Bo przecież o niczym bardziej nie marzyła niż zostać chociażby jedynie partnerką Zbihra. Nie zaraz krwiczką, ale chociażby partnerką.
Pragnęła tak wiele?
Odmowa Zbihra podziałała na nią niczym kubeł zimnej wody. Wiedziała, że tak będzie, ale i tak było jej żal. Pragnęła by został jej opiekunem. Przecież nikt nie zajął by się nią lepiej, niż Z. Nawet jej brat. Po prostu nikt. Ale Z., tak jak podejrzewała, zwalczył w sobie uczucie do niej i usiłował wykorzystać okazję by móc się jej pozbyć. Naiwnie wierzył, że ona zapomni i ułoży sobie życie z kim innym. Jakby to było w jakikolwiek sposób możliwe.
- Beth powiedziała, że mogę tutaj zostać - wymamrotała. - Nigdy nie chciałam też wracać do siebie, choć gdybym miała wybierać to wolałabym trafić tam niż pod władzę Mordha - dodała, czując jak ogarnia ją rozpacz. - A nasz dom rodzinny wcale nie jestem bezpieczniejszy. Teraz nigdzie nie jest bezpiecznie...
Spuściła wzrok. Żałowała, że nie są teraz sami. Gdyby mogła swobodnie się do niego zbliżyć... dotknąć go, pocałować, mówić wprost co czuje i móc rozmawiać z nim jak ostatniej nocy, zdołałaby go przekonać. Ale przy Beth i Mary byłoby to niemożliwe. Zbyt wiele osobistych rzeczy i wspomnień, które musiały pozostać w tajemnicy. Nie mogła zdradzić ich nikomu, nawet najlepszej przyjaciółce. Nie wspominając już o bratu, który za nic nie zgodziłby się by Bella się z kimkolwiek takim związała.
Zacisnęła powieki, słysząc jak powtarza słowa, które wypowiedział już ostatnio - że nie ma dla niej miejsca. To nie była prawda, wiedziała to, ale bolało jak cholera i nic nie mogła na to poradzić. Powoli miała już dość swojego życia i tego, że toczyła nieprzerwaną walkę o szczęście, które raz po raz się jej wymykało.
- Nie zwiążę się z nikim innym, nawet Furiathem - podkreśliła dobitnie, łatwo pojmując aluzję. On albo nikt inny, ona już postanowiła i zdania zmienić nie zamierzała.
I wtedy Zbihr zrobił coś, czego nigdy by się nie spodziewała. Podszedł do niej, zmusił by wstała i dość niezdarnie przytulił. Skołowana wtuliła się w niego, bo kto wie czy miała mieć jeszcze po temu okazję. Zwalczyła w sobie jednak nadzieję, że może zmienił zdanie, szykując się na kolejne rozczarowanie. Dobrze zrobiła, szybko się o tym przekonała.
- Mogę wrócić, ale nigdy nie zapomnę. Zniknę z twojego życia jeśli tego pragniesz, jeśli to da ci szczęście, ale już zawsze będę cierpiała. Bo to nie jest tymczasowe uczucie, które zaniknie z czasem - wyszeptała, odwracając wzrok. Przecież nie będzie przy nim płakać.

...


,, - Zamknij się ! - krzyknęła Elena . - Trzymaj się od tego z daleka . A skoro już o tym mowa , to pomyśl lepiej o biednej Vickie Bennet . Jak myślisz , jak ona sobie radzi ?
- Nie mam pojęcia . Nie wiem , kim jest ta Vickie . Ciągle o niej mówisz , ale ja jej nigdy nie widziałem .
- Widziałeś . Nie kręć , Damonie , cmentarz , pamiętasz ? Zrujnowany kościół ? Dziewczynę , którą zostawiłeś tam błąkającą się w koszuli nocnej ?
- Przykro mi , nie . A zwykle pamiętam dziewczyny , które zostawiam błąkające się w koszuli nocnej " .
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Czw Sty 06, 2011 6:31 pm

Zacisnął zęby, przygotowując się do kolejnej walki z jej uporem, chociaż wiedział, że znajduje się na straconej pozycji. Samica liczyła na miłość, jakiś normalny związek i samca, na którego będzie mogła czekać ze śniadaniem. A co on mógł jej dać? Zamartwianie się o niego i wstyd przy innych samicach. Był wojownikiem i dawało mu to jakiś szacunek, ale sam nie znajdował się na liście najbardziej poszukiwanych samców - chyba, że gdzieś na końcu. Nadal nie mógł zrozumieć, jak Ghromowi i Rankohrowi udawały się związki z ich samicami. Król to jeszcze jeszcze, siedział w siedzibie i zajmował się problemami dyplomatycznymi, ale Rankohr? Conocne ryzykowanie życiem i brak poszanowania dla śmierci musiały być dosyć problematyczne.
Kocha mnie - dotarło do niego w końcu. - Chce tylko mnie i nigdy nie zwiąże się z Furiathem. Więc jeśli brat ją stąd zabierze to nigdy już tu nie wróci. Nigdy już z nią nie porozmawiam. Żadnego: Dzień dobry, czy nawet "odwal się". Zamknął oczy, czując nagłe mdłości w gardle. To ich ostatnie spotkanie. Przeklął niańkę, która porwała go i zmieniła jego życie w piekło. Przez nią stał się tym, kim jest: Zimnym wojownikiem szukającym zemsty. I chorym sukinsynem, który nie może kochać Belli.
- Królowa może pozwolić ci tu mieszkać i zapewne uzyska kiedyś zgodę Ghroma, ale ja nie chcę żebyś tu mieszkała - chciał tego, ale ich pomysł na umiejscowienie jej pokoju był zupełnie inny. Dlaczego do cholery nie mogła najpierw wpaść na Furiatha? Umierałbym patrząc, jak z nim jest, ale przynajmniej nie spieprzyłaby sobie życia. Gdyby samica wprowadziłaby się do ich siedziby, musiałby znaleźć jakieś nowe miejsce do spania. A bunkier z Butchem i V. nie był dokładnie tym, co sobie wyobrażał.
Zbihr wypuścił Bellę ze swoich ramion, na moment przed tym jednak zacisnął na chwilę uścisk mocniej. Nieme pożegnanie.
- Zapomnisz o mnie - wysyczał, zły na siebie za swoje uczucia. Ile by dał za to, aby dalej był takim zimnym skurwysynem jak wtedy. - Teraz sobie coś ubzdurałaś, ale wystarczy, że się ode mnie odetniesz i znajdziesz kogoś wszystkiego. A wtedy wszyscy będę szczęśliwi.
No prawie - zauważył kwaśno, więc poprawił się w myślach: Wszyscy, którzy na to zasługują.
Zwrócił się do Beth, przybierając obojętny ton, jakby sprawa z Bellą była już załatwiona.
- Kiedy Mordh przyjedzie ją odebrać?
Ponad sto lat udawało mi się żyć, odgradzając się od bólu. Kolejną setkę starałem się o tym zapomnieć. I wygląda na to, że następna upłynie na zapominaniu.
Ale w głębi serca, w miejscu, o którym dawno myślał, że zniknęło, wiedział, że nie uda mu się o niej zapomnieć.

...


Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Czw Sty 06, 2011 7:24 pm

O Pani Kronik daj mi cierpliwość, bo jak przyłożę temu samcowi, to się własnymi nogami nakryje. Przecież widać jak na dłoni, że jest tak samo wpatrzony w Bellę, jak ona w niego. Ale nie, nie i jeszcze raz nie. Rozumiem, że boi się zaryzykować, ale w końcu każdy musi wykopnąć krok na przód. Ehh szkoda słów. Wiem, że Zbihr nie uważa się za dość dobrego dla Belli, ale nie oszukujmy się, dla każdej samicy związek z członkiem bractwa to w oczach glymerii zaszczyt. I niech diabli porwą Mordha, gdyby nie jego machinacje to ta dwójka mogłaby się spokojnie dogadać.
- Na całe szczęście Zbihrze, to nie ty decydujesz kto może zostać w rezydencji! - zwróciła się królowa do samca- Jak już wspominałam wcześniej Bella może tutaj pozostać przez jeszcze co najmniej dobę.
Beth popatrzyła groźnie na Zbihra, który spojrzał jej wyzywająco w oczy, jak gdyby chciał powiedzieć nie ma szans, abym zmienił zdanie. Bella stała tuż obok Zbihra i wyglądała jak gdyby cały świat zawalił się jej w jednej sekundzie.
- Bello, kochanie posłuchaj mnie. Jeżeli Z. nie chce spełnić tej drobnej prośby, to myślę że jego brat z chęcią podejmie się tego zadania. - powiedziała Beth.
W oczach Belli pokazał się szok, a cała jej postać krzyczała nie. Niepewnie przyglądała się samcowi, przez którego twarz przemknął grymas.
-Jeżeli naprawdę nie chcesz wracać do domu i pozwolić przejąć Mordhowi kontrolę nad swoim życiem, to ja porozmawiam Z Furiathem. Myślę. że nie odmówi mi tej drobnej przysługi. Oczywiście związek byłby formalny, ale dla zachowania pozorów dostalibyście sąsiadujące pokoje. To jedyne rozwiązanie jakie widzę, abyś mogła być wolna.
Po zrzuceniu tej bomby przez Beth, w pokoju zapadła cisza. Bella patrzyła na nią zszokowana, a Mary przyglądała się z nieprzeniknioną miną.
A Zbihr stał i patrzył to na Beth to na Belle, jak gdyby nie mógł się zdecydować , której najpierw ma się rzucić do gardła.
Powrót do góry Go down
Mary
Admin
avatar

Partner : Rankohr

PisanieTemat: Re: Salon    Czw Sty 06, 2011 9:38 pm

Mary była bardzo poruszona zaistnialą sytuacją. Zbuhr kochał Belle, to było zbyt oczywiste by samiec potrafił to zamaskować.
Mary wstała. Minę miała kwaśną i była Zła na Zbihra.
- Nie wiem jak wy ale ja zamierzam zrobić wszystko by pomóc Belli.
Rzuciła pełne wstrętu spojrzenie na Zbihra. Nie bała się go, on tylko groznie wyglądał i tak naprawde nie mógł skrzywdzić żadnej z krwiczek swoich braci. Jak on może robić coś takiego samicy którą kocha?
- Beth czy mogłybyśmy porozmawiać w cztery oczy?
Mary nie wiele wiedziała o wampirzym prawie choć co nieco obiło jej się o uszy. Nie miała zamiaru siedzieć i patrzeć jak tych dwoje krzywdzi się nawzajem. Zrobi wszystko dla szczęścia swojej przyjacłki jeśli Zbihr jest taki okrutny.

...


I've seen it all, I've seen the dark
I've seen the brightness in one little spark.
I've seen what I chose and I've seen what I need,
And that is enough, to want more would be greed.
I've seen what I was and I know what I'll be
I've seen it all - there is no more to see!

What about China? Have you seen the Great Wall?
All walls are great, if the roof doesn't fall!


Dotykasz mnie wzrokiem, czasami robisz to tak intensywnie jakbyś robił to swoimi dłońmi.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Czw Sty 06, 2011 10:14 pm

Beth popatrzyła na Bellę i Zbihra z niepewnością. Po chwili namysłu doszła jednak do wniosku, że Zbihr nie zrobi Belli nic złego, w końcu przecież ją kochał. I uczucia tego nie zmieni fakt, że samiec się go wypiera.
-Pewnie Mary, przejdźmy do biblioteki - odpowiedziała Beth.

/Biblioteka/
Powrót do góry Go down
Mary
Admin
avatar

Partner : Rankohr

PisanieTemat: Re: Salon    Czw Sty 06, 2011 10:37 pm

Mary kroczyła do wujścia tuż za Beth ale w połowie drogi zatrzymała się. Spojrzała na Bellę a potem na Zbihra.]
- Mam nadzieje że wyjaśnicie sobie wszystko dopóki Beth nie wróci. Ja wpadne do ciebie póżniej Bello, wcześniej zadzwonie do twojego pokoju. -powiedziała poważnym tonem.
Wyszła.

/ biblioteka //

...


I've seen it all, I've seen the dark
I've seen the brightness in one little spark.
I've seen what I chose and I've seen what I need,
And that is enough, to want more would be greed.
I've seen what I was and I know what I'll be
I've seen it all - there is no more to see!

What about China? Have you seen the Great Wall?
All walls are great, if the roof doesn't fall!


Dotykasz mnie wzrokiem, czasami robisz to tak intensywnie jakbyś robił to swoimi dłońmi.
Powrót do góry Go down
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Pią Sty 07, 2011 4:33 pm

Stała czując, że już dłużej nie da rady. Jego słowa, choć były kolejnymi kłamstwami i dobrze to wiedziała, raniły ją co raz bardziej. Dlaczego to robił? Nie widział, że zadaje jej ból? Siebie też ranił i widziała to. Wszyscy widzieli, że między nimi coś jest, ale on uparcie wszystko komplikował. Wmawiał sobie to, co nie było prawdą i trzymał się tego. Bo się bał. Bał się zaangażować. Przeszłość utwierdziła go w przekonaniu, że nie zasługuje za szczęście, że sam nie potrafi dawać szczęścia... Ale ona dawał jej szczęście swoją bliskością, a nieudolne próby chronienia jej wyłącznie ją raniły.
Spiorunowała go wzrokiem, choć pewnie nawet tego nie zauważył, bo akurat nie patrzył na nią. Uważał, że sprawa była załatwiona? Że ona odpuści, bo on tak chciał? Że jego odmowa jest równoznaczna z tym, że ona przestanie szukać innego sposobu by zostać w Bractwie, przy nim? Otóż mylił się i to bardzo. Właśnie miała mu to powiedzieć, ale uprzedziła ją Beth. Spojrzała na samicę z wdzięcznością i skinęła głową, po czym zwróciła się do Zbihra.
- Dokładnie. Mam dwadzieścia cztery godziny i zamierzam je wykorzystać - rzekła. Skoro królowa się an to zgadzała to on nie miał swoim oświadczeniem tu nic do powiedzenia. Póki była wolna, mogła tu zostać i już. On mógł jej co najwyżej przez ten czas unikać, a raczej usiłować to zrobić, by była uparta i nie zamierzała dać mu spokoju.
Słysząc kolejną propozycję Beth, Bella drgnęła jak oparzona i spojrzała na samicę z niedowierzaniem. Związać się z kimś innym, nawet czasowo i nieformalnie - byleby tylko prośba Mordha została odrzucona? I to na dodatek z Furiathem, który się w niej podkochiwał? Miała mu dawać nadzieję na coś, co nigdy nie miało się urzeczywistnić? Cóż, na pewno by się zgodził spełnić jej prośbę, ale Bella nie miała sumienia wykorzystać go w taki sposób. Nikogo by tak nie wykorzystała wiedząc, że czuje do niej coś więcej. Coś, czego ona nie potrafiła odwzajemnić.
Inna sprawa by była, gdyby chodziło o kogoś innego. Kto nie czuje do niej nic, ale zgodzi się jej pomóc. Bez zobowiązań. Bez płonnych nadziei i ranienia którejkolwiek ze stron.
Z zamyślenia wyrwało ją wyjście Beth i Mary. Odprowadziła obie samice wzrokiem, zastanawiając się o czym też chcą porozmawiać. Dopiero po kilku sekundach odważyła się spojrzeć na Zbihra.
- Teraz wyjaśnij mi dlaczego wszystko utrudniasz - zażądała.

...


,, - Zamknij się ! - krzyknęła Elena . - Trzymaj się od tego z daleka . A skoro już o tym mowa , to pomyśl lepiej o biednej Vickie Bennet . Jak myślisz , jak ona sobie radzi ?
- Nie mam pojęcia . Nie wiem , kim jest ta Vickie . Ciągle o niej mówisz , ale ja jej nigdy nie widziałem .
- Widziałeś . Nie kręć , Damonie , cmentarz , pamiętasz ? Zrujnowany kościół ? Dziewczynę , którą zostawiłeś tam błąkającą się w koszuli nocnej ?
- Przykro mi , nie . A zwykle pamiętam dziewczyny , które zostawiam błąkające się w koszuli nocnej " .
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Pią Sty 07, 2011 5:11 pm

Samiec obserwował jak Beth i Mary opuszczają pokój. Wyglądało na to, że wszystkie samice w tym domu, uważają, że wiedzą co dla niego jest najlepsze, chociaż on sam tego nie wiedział.
- Niczego nie utrudniam - warknął, w końcu na nią patrząc. - Po prostu jesteś zbyt głupia, by odejść po dobroci.
Ponownie się do niej zbliżył, pokonując odległość jednym krokiem. Zamierzał złapać ją i potrząsać tak długo, aż wylecą z jej głowy wariackie pomysłu. Dopóki nie powie, że to wszystko to były zwykłe żarty. I wtedy odejdzie, zaznając szczęścia z kimś innym.
Sam był zdziwiony, kiedy przysunął się jeszcze bliżej i pocałował ją desperacko. Uwielbiał dotyk jej ust, gdy była tak blisko podobał mu się nawet jej oddech na skórze.
Była tą jedyną, tą którą...
Kocham - pomyślał, starając się zbliżyć do niej jeszcze bardziej. Przymknął oczy, starając się zatracić w pocałunku, ale natrętne myśli nadal napływały. Cholera, dlaczego trafiło na mnie? Jestem jednym z tych, którzy wpadli. Na amen. Więc dlaczego nie potrafi zrozumieć, że robię to wszystko dla niej?
- Jesteś piękna. I taka dobra... - wyszeptał pomiędzy pocałunkami. - Dlaczego marnujesz czas dla kogoś takiego jak ja?
Nie zamierzał, wysłuchiwać jej odpowiedzi, bo i tak wiedział jaka ona będzie. Kocham cię - właśnie to by powiedziała. I ta jej bezinteresowna miłość, była najlepszą rzeczą, w jego życiu, na którą nie zasługiwał. Sądził, że jeśli zbliży się do niej jeszcze bardziej to wciągnie ją w swoje bagno.
- Oszaleje, kiedy już stąd wyjedziesz - dodał op chwili, z niechęcią odsuwając się od ust samicy. - Ale jeśli tu zostaniesz to oszaleję jeszcze bardziej.
Zbihr poprowadził Bellę w stronę kanapy, czując jak TO zaczyna rosnąć. Gwałtowne pragnienie zaskoczyło go, i niewiele myśląc zamierzał je zrealizować, ignorując dwie samice znajdujące się w pobliżu. Usiadł obok Belli, głaszcząc ją po włosach. Potem przeniósł dłoń na szyję, zjechał jeszcze niżej i... zabrał rękę jak oparzony.
- Przepraszam - wyjąkał, odwracając wzrok. Po chwili jednak spojrzał na samicę, tonąc w jej oczach. - Wszystko tylko utrudniam, co?

...


Powrót do góry Go down
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Pią Sty 07, 2011 5:47 pm

Drgnęła, słysząc jego ostry ton, ale nie ruszyła się z miejsca. On zaś gwałtownie zaczął się do niej zbliżać i zaczęła się zastanawiać czy nie zamierza wyciągnąć jej z Bractwa na siłę. Miała wrażenie, że byłby do tego zdolny. A ona bądź co bądź była jedynie drobną i znacznie słabszą od niego samicą.
Ale on zrobił zupełnie coś innego. Stanął tuż przed nią i momentalnie wpił się w jej usta. Oszołomiona potrzebowała chwili by otrząsnąć się i odwzajemnić pocałunek z pełną pasją. Czuła jak wszelakie uczucia ją opuszczają i pozostaje jedynie czyta miłość oraz ogarniające ją pożądanie. Czuła, że on czuje to samo. Czuła, że jej pragnie i była gotowa oddać mu się tu i teraz.
Chciała odpowiedzieć cokolwiek na to, co mówił pomiędzy kolejnymi pocałunkami, ale nie dawał jej po temu okazji. Całował ją i chyba w sumie tylko to wystarczyło by zapomniała co miała powiedzieć. Jeśli w ogóle byłaby w stanie sklecić porządnie jakiekolwiek zdanie. Nie, przy nim to było niemożliwe. Nie, kiedy czuła ciepło jego ciała przy sobie, kiedy raz po raz ich usta łączyły się w długich namiętnych pocałunkach. Czy mogła myśleć o czymkolwiek innym? I czy w ogóle istniało cokolwiek innego?
Spojrzała na niego niepewnie, nie wiedząc co ma powiedzieć. Ale on chyba nie oczekiwał reakcji z jej strony, bowiem podprowadził ją do kanapy. Usiedli na niej oboje, a on zaczął gładzić jej włosy. To było przyjemne. Bardzo przyjemnie i dziwiła się nieco, że było go stać na taki gest po tym wszystkim co powiedział. Był taki zmienny... Znała jego dwa oblicza. Ż, który obchodził się z nią chłodno, odpychając od siebie swoje uczucia. I Z, który nieświadomie dawał się ponieść swoim pragnieniom - wtedy widziała, że jest dla niego ważna i że on ją kocha, na prawdę kocha i wszystkie jego wcześniejsze raniące ją słowa były kłamstwem.
Tak jak w tym momencie, kiedy siedział tuż obok niej.
Czuła jak jego dłoń przesuwa się po jej szyi i podąża coraz niżej i niżej...
I wtedy ją zabrał.
- Tak i nie rozumiem dlaczego - westchnęła. - Nie dasz nam nawet spróbować. Nie oczekuję, że Bóg wie czego. Nie liczę, że z dnia na dzień stanę się twoją krwiczką. Chcę po prostu byś pozwolił mi się zbliżyć. Pozwolił zobaczyć nam jakby to było... - wyrzuciła z siebie. - Zbihr, zrób to dla mnie... - poprosiła.

...


,, - Zamknij się ! - krzyknęła Elena . - Trzymaj się od tego z daleka . A skoro już o tym mowa , to pomyśl lepiej o biednej Vickie Bennet . Jak myślisz , jak ona sobie radzi ?
- Nie mam pojęcia . Nie wiem , kim jest ta Vickie . Ciągle o niej mówisz , ale ja jej nigdy nie widziałem .
- Widziałeś . Nie kręć , Damonie , cmentarz , pamiętasz ? Zrujnowany kościół ? Dziewczynę , którą zostawiłeś tam błąkającą się w koszuli nocnej ?
- Przykro mi , nie . A zwykle pamiętam dziewczyny , które zostawiam błąkające się w koszuli nocnej " .
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Pią Sty 07, 2011 6:13 pm

Zbihr z trudem trzymał ręce przy sobie, widząc jej minę, gdy się odsuwał. Nawet w powietrzu mógł wyczuć wspaniały zapach jej podniecenia, tym lepszy, bo wiedział, że nie opierałaby się gdyby posunął się dalej. Zamknął oczy, starając się opanować. Jakoś udało mu się nad TYM zapanować i w spodniach zrobiło się względnie spokojnie. Dzięki za współpracę - pomyślał sarkastycznie.
Zrób to dla mnie.
Cztery niewinne słowa, stawiające cały jego świat do góry nogami. Wystarczy, że Bella je wypowie i samiec zaczynał się zachowywać inaczej niż zwykle. Robił... nawet miłe rzeczy. Miałby zrobić to dla niej? Czuł, jak w środku wymięka z każdą mijającą sekundą. Nie potrafił jej odmówić, choć próbował robić to na każdym kroku i co chwilę odnosił porażkę. A teraz manewrowała nim, pociągając za odpowiednie sznurki i wszelki sprzeciw został zduszony w zarodku. Bella nie żądała od niego nie wiadomo czego, ale właśnie on tak to odczuwał. Zmienienie swoich zwyczajów, uprzedzeń i obaw było ciężkim orzechem do zgryzienia. Nie na darmo przyswajał je sobie przez całe życie, unikając innych.
- Dobrze - zgodził się a jego głos zabrzmiał żałośnie. - Zrobię to dla ciebie - wyrzucił z siebie obietnicę, żałując, że tak łatwo może go wodzić za nos. Uśmiechnął się pod nosem. Powinienem być na nią zły, za te manipulacje, ale nie potrafię. Nawet nie jestem pewny, czy ona zdaje sobie sprawę z tego, że dostanie wszystko co chce. Ale chyba tak - pomyślał, przypominając sobie wszystkie jej wyznania. Aż tak dobrze mnie zna?
Samiec po raz kolejny podniósł rękę i położył palec na wargach Belli, gładząc je. Ten ruch wystarczył, by pożądanie wybuchło na nowo.
- Więc pokaż mi jak mogłoby być pomiędzy nami - nie oczekiwał natychmiastowej prezentacji, zaakceptował tę próbę i chciał, żeby ona wiedziała, że zrobi to, czego od niego oczekiwała. - Więc mam na razie pozwolić na to, abym był twoim opiekunem?

...


Powrót do góry Go down
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Sob Sty 08, 2011 4:37 pm

Spojrzała na niego roziskrzonymi oczyma.
Zrobi to?
Bella nie wierzyła własnemu szczęściu.
Nadal jednak nie wiedziała na co się zgadza. Zostać jej opiekunem czy pozwolić by spróbowali jakby to było, gdyby... Gdyby byli razem. W żadnym wypadku nie podejrzewałaby, że mógłby się zgodzić na obie te rzeczy, ale jednak. Był gotów zostać jej opiekunem, nie musiałaby wracać do Mordha.
- Na prawdę zrobisz to dla mnie? - szepnęła, przysuwając się jeszcze bliżej niego. Czuła się nieco winna, słowa których użyła do przekonania mogły być niczym cios poniżej pasa, ale czyż jego zgoda nie znaczyła, że jest dla niego ważniejsza niż przyznawał? Mógł odmówić, a jednak to robił. Dla niej. Przegrywał z emocjami... Zawsze przegrywał, kiedy była blisko niego.
Zastanawiała się co by zrobił, gdyby teraz go pocałowała. Nie lubił kiedy dotykała go bez jego zgody, ale ona nie mogła się powstrzymać. Poza tym zwykle odsuwał się od niej by podkreślić, że jej nie chce. A teraz miał zostać jej opiekunem, a na dodatek czuła, że jej pragnie. Ich podniecenie wypełniało pokój tak jak wcześniej jego sypialnię.
Przysunęła swoją twarz do jego tak, że ich usta dzieliło na prawdę nie wiele. Lubiła kiedy się całowali. Zwłaszcza, że była pierwszą którą pocałował. Czuła się fantastycznie kiedy tak zafascynowany nią i tym stosunkowo nowym dla niego doświadczeniem, odwzajemniał jej pocałunki. Był przy tym taki nieporadny i nieco ją to bawiło, ale nigdy nie miała posunąć się do naigrawania się z niego z tego powodu. To po prostu było miłe.
Nie doszukawszy się protestu z jego strony (a może po prostu nie chciała go dojrzeć) przysunęła twarz jeszcze bliżej i pocałowała go. Najpierw delikatnie, niewinnie szykując się na to, że może coś mu się odmieni i ją odepchnie. Dopiero kiedy upewniła się, że może posunęła się jeszcze dalej i bardziej zaangażowała się w tę pieszczotę. Pragnęła go co raz bardziej i przestała nawet myśleć o tym, co powiedziała by Beth, gdyby posunęli się jeszcze dalej na jej kanapie. Kto to wiedział? Poza tym jakoś nie chciało jej się przerywać i pytać Zbihra czy nie chciałby przejść do sypialni.

...


,, - Zamknij się ! - krzyknęła Elena . - Trzymaj się od tego z daleka . A skoro już o tym mowa , to pomyśl lepiej o biednej Vickie Bennet . Jak myślisz , jak ona sobie radzi ?
- Nie mam pojęcia . Nie wiem , kim jest ta Vickie . Ciągle o niej mówisz , ale ja jej nigdy nie widziałem .
- Widziałeś . Nie kręć , Damonie , cmentarz , pamiętasz ? Zrujnowany kościół ? Dziewczynę , którą zostawiłeś tam błąkającą się w koszuli nocnej ?
- Przykro mi , nie . A zwykle pamiętam dziewczyny , które zostawiam błąkające się w koszuli nocnej " .
Powrót do góry Go down
Zbihr

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Sob Sty 08, 2011 5:05 pm

Jeszcze się pytasz...
W głosie samicy zabrzmiało takie zaskoczenie, jakby nie uwierzyła w jego zapewnienia. Jasne, zaraz powiem: Nie, tylko żartowałem. Spieprzaj. Ale obydwoje wiedzieli, że tego nigdy nie byłby w stanie zrobić. Odrzucenie jej, by znalazła sobie kogoś odpowiedniejszego było według samca w porządku. Ale odmawianie jej szczęścia, które dla niej znaczyło bycie z nim, przestało wchodzić w grę. Wystarczyło tylko, że zrozumiał jej prawdziwe uczucia. I swoje.
Kocham cię. Chciał jej to wykrzyczeć, aby każdy mógł usłyszeć co do niej czuje. Uznał jednak, że ta chwila nie była odpowiednia. Zawsze może jej o tym powiedzieć w bardziej sprzyjających okolicznościach. Na przykład w zaciszu swojej sypialni.
W każdej chwili ktoś mógł im przerwać, ale dla samca liczyło się teraz tylko jedno. Nieśmiało oddał jej pocałunek, jakby z obawą, że samica odsunie się, kończąc wszystko na pocałunku. Postanowił jednak zaryzykować, chrzaniąc wszystkie moralne sprzeciwy.
W jednej chwili mówił, by odeszła, samowolnie się z nią żegnając, a w następnej gzili się na kanapie w salonie Beth, konsekwentnie dążąc do zaspokojenia własnych potrzeb.
Nie przestając jej całować, delikatnie dotknął jej ramienia, gładząc go. Gdyby w tej chwili zaprotestowała, odsunąłby się od niej, dając jej swobodę. Czuł, że za chwilę przekroczy granicę, za którą nie będzie już odwrotu. Pragnienie gotowało się w nim zbyt długo, by potem miał siły, i ochotę, aby się od Belli oderwać. Zbihr zsunął ramiączko od ubrania, zsuwając samicy bluzkę i tym samym uzyskując dostęp do jej piersi. Nakrył ją swoją dłonią, ściskając lekko. Po chwili jednak odsunął się od Belli. Usiadł na kanapie i wyprostował jej nogi tak, że samica leżała teraz wygodnie. Zbihr położył się na niej, opierając się na ramionach - nie chciał jej przygniatać. Umiejscowił się pomiędzy nogami samicy, która mogła teraz doskonale wyczuwać jego podcienienie. Powrócił ustami do jej pocałunków, jednocześnie skupiając się na tym, by nie spaść z wąskiej kanapy.
Boże, jesteśmy szaleni. Jak wejdzie tutaj Ghrom to mnie zabije.
- Może powinniśmy... - wydyszał, pomiędzy pocałunkami. Zamierzał zaproponować koniec tego podniecającego szaleństwa.

...


Powrót do góry Go down
Bella

avatar


PisanieTemat: Re: Salon    Sob Sty 08, 2011 5:40 pm

Wydał się być urażony jej niedowierzaniem. Uśmiechnęła się przepraszająco. Przecież wiedziała, że Zbihr nie potrafi się na nią długo gniewać. Poza tym czy na prawdę dziwiło go, że miała wątpliwości? Tyle razy powtarzał jej te swoje kłamstwa, że nagła zgodność nieco ją zdezorientowała. Na dodatek zaczynała już wątpić w swoje szczęście, dotyczące przekonywania Z. do swoich intencji i uczuć.
Rozkoszowała się oddawanymi przez niego pocałunkami oraz jego dotykiem. Pożądanie powoli brało nad nią górę i czułą, że z nim dzieje się to samo. Czuła jak przenosi się z pocałunkami na skórę jej ramienia. Było to przyjemne. Posuwali się co raz dalej. Szybko pozbył się jej bluzki i zaczął dotykać jej piersi. Jęknęła zadowolona.
Nagle jednak odsunął się. Zamrugała zaskoczona. Zrobiła coś źle? Ale nie, on nadal tutaj ją był i nim się obejrzała, leżała już pod nim. Czuła jego męskość w okolicach swojego łona. Nagle zapragnęła poczuć go w sobie. Po raz drugi, raz jeszcze... Pragnęła go jak nikogo innego i chyba tak miało być już zawsze.
Miała wrażenie, że jej ciało płonie pod jego dotykiem. Była rozgrzana jak nigdy. Tylko na niego tak reagowała - inni samcy z którymi zdarzało jej się spędzić noce byli niczym. Potrzebni na chwilę do zaspokojenia potrzeb. Teraz byli dla niej historią. Nie potrafiłaby chyba nawet przywołać twarzy czy imienia jakiegokolwiek z nich. Byli jedynie treningiem przed poznaniem jego, tego jedynego. To Zbihr był jej prawdziwą miłością. To ją pierwszą pocałował, to przy nim przeżyła swój pierwszy prawdziwy orgazm. Nikt inny tak na nią nie działał.
I co najważniejsze, to jego na prawdę kochała.
Do nikogo innego nie czuła czegoś podobnego. Pożądanie to co innego, zwykle było jedno razowe i po zaspokojeniu już nie powracało. Przy nim było inaczej. Chciała się z nim kochać, przebywać w jego towarzystwie, rozmawiać, czuć jego dotyk na swojej skórze. Była chorą z miłości, zakochaną samicą, która dla swojego wybranka gotowa była zrobić wszystko. Nie liczyło się dla niej nic innego - chrzanić to, że w bibliotece obok była królowa oraz Mary, chrzanić Mordha i jego idiotyczne pomysły, chrzanić to, że ktoś mógł w każdej chwili wejść i przerwać tę doskonałą chwilę...
Zbihr chyba jednak próbował zachować zdrowy rozsądek.
- Nie, jeszcze chwilę... - jęknęła.

...


,, - Zamknij się ! - krzyknęła Elena . - Trzymaj się od tego z daleka . A skoro już o tym mowa , to pomyśl lepiej o biednej Vickie Bennet . Jak myślisz , jak ona sobie radzi ?
- Nie mam pojęcia . Nie wiem , kim jest ta Vickie . Ciągle o niej mówisz , ale ja jej nigdy nie widziałem .
- Widziałeś . Nie kręć , Damonie , cmentarz , pamiętasz ? Zrujnowany kościół ? Dziewczynę , którą zostawiłeś tam błąkającą się w koszuli nocnej ?
- Przykro mi , nie . A zwykle pamiętam dziewczyny , które zostawiam błąkające się w koszuli nocnej " .
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Salon    

Powrót do góry Go down
 
Salon
Powrót do góry 
Strona 2 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Bractwo Czarnego Sztyletu Forum PBF - RPG  :: Okolice Caldwell :: Ośrodek Bractwa :: Rezydencja Bractwa :: Apartament Królewski-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | www.sosblog.com